niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 1


Ubrana w krótkie, czerwone spodenki, białą bluzkę z napisem ‘LOVE’ i czarne trampki czekałam w pobliskiej  kawiarni, w której się umówiliśmy, na  blondyna, który spóźniał się już kilka minut. Martwiłam się, że w ostatniej chwili mu coś wypadnie i jednak się nie spotkamy. Każde z nas ma swoją karierę i nie mamy już tak dużo czasu jak kiedyś. Miejsce, w którym się znajdowałam było naprawdę przytulne. Wszystkie kolory ze sobą współgrały, co zachęcało do przesiadywania tu. Była 13:00, więc w lokalu znajdowała się spora ilość ludzi, co nie pomagało mi w znalezieniu tej dobrze znanej mi twarzy. Zaczęłam bawić się bransoletka zawieszoną na moim nadgarstku, która była wykonana ze srebra i posiadała sporą ilość zawieszek. Dostałam ją od Andrewa po miesiącu bycia parą. Na samo wspomnienie tego dnia uśmiech wpłynął mi na twarz. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk dzwoneczka, co oznaczało, że ktoś wszedł do środka. Z nadzieją podniosłam wzrok i zobaczyłam go. Piwne oczy, blond włosy, rozwiane przez wiatr opadały mu na twarz. Szybko je przeczesał co niewiele mu dało. Jego włosy żyły własnym życiem. Ubrany był w podarte na kolanach czarne jeansy oraz białą koszulę odpiętą na trzy górne guziki. Jego szyję zdobiła duża ilość przeróżnych naszyjników, a na palcach miał kilka pierścieni. Oczywiście nie mogło zabraknąć jego ulubionych, czarnych conversów. Zobaczył mnie, więc zaczął kierować się w moją stronę. Od razu posłałam mu radosny uśmiech, który szybko odwzajemnił. Gdy znalazł się wystarczająco blisko mnie, wstałam i go przytuliłam. Nie należę do osób wysokich, a ma dodatek dziś założyłam buty na płaskiej podeszwie, więc moja głowa kończyła się przy klatce piersiowej mojego przyjaciela. Jest to jednak zaleta. Mogę wsłuchać się w spokojnie bicie jego serca. Nie wiem ile czasu trwaliśmy w tej pozycji, ale najwidoczniej dosyć długo, ponieważ uniemożliwiliśmy przejście obok nas. Przywitaliśmy się i złożyliśmy zamówienie, które składało się z dwóch kawałków sernika oraz orzechowego cappuccino w tej samej ilości.
- Przepraszam za spóźnienie, ale były duże korki - uśmiechnął się przepraszająco.
- Nic się nie stało. Jak minęła ci trasa?
- Świetnie! Najciekawiej było w Europie, bo byliśmy w miejscach, w których nigdy nie byliśmy - odpowiedział z iskierkami radości w oczach - Jak idą ci prace nad albumem?
- Zostało się kilka poprawek i będzie gotowy. Szkoda, że nie nagraliśmy duetu.
- Może uda się następnym razem.
- A tak z innej beczki to chciałam cię przeprosić, za zachowanie fanów, kiedy po przez Twittera nie złożyłeś mi życzeń urodzinowych - powiedziałam ze skruchą.
Fani cały czas myślą, że nasz kontakt po zakończeniu serialu się urwał, co nie jest prawdą. W dniu moich dwudziestych urodzin Ross zadzwonił do mnie i złożył życzenia. Raini i Calum zrobili to przez portal społecznościowy, ale nie mam im tego za złe. Blondyn był mniej aktywny w internecie, ze względu na brak czasu. Rok 2015 był dla niego bardzo pracowity, więc mu się nie dziwię.
- Nic się nie stało. Fani nie wiedzą wszystkiego, przez co wymyślają swoją wersję wydarzeń. Ostatnio mam z tym problem. Odkąd na jaw wyszedł mój związek z Courtney, fani obwiniają ją o wszystkie zmiany, które we mnie zaszły. To mnie naprawdę boli, kiedy ją wyzywają. Wiedziałem, że jeśli się ujawnimy to nie będziemy mieć świętego spokoju. Mimo to nie straciłem w nich wiary i nie zawiodłem się na nich. W końcu jesteśmy jedną, wielką rodziną. - podsumował wesoło.
Ja i Andrew postanowiliśmy nie pokazywać się na galach. Oboje boimy się reakcji fanów. Od dłuższego czasu można znaleźć plotki o naszym związku. Kiedy raz udaliśmy się na randkę do restauracji, przypadkiem spotkałam dziewczynę, jak się okazało znała mnie i nagrała krótki filmik, który kilka dni później znalazłam w sieci.
- Jak minęły ci święta? - w miłej atmosferze zaczęliśmy wymieniać się drobnostkami z naszego życia.
 

Szczęśliwa jak nigdy wróciłam do domu i od razu pobiegłam do swojego pokoju, a następnie rzuciłam się na moje ogromne łóżko. Ja i Ross spędziliśmy ponad godzinę w kawiarence na opowiadaniu sobie przeróżnych historii z naszego życia. Później poszliśmy do parku na spacer. Po drodze spotkaliśmy kilka fanek, którym rozdaliśmy autografy i zrobiliśmy sobie z nimi zdjęcia. Niestety wkrótce oboje musieliśmy wracać do swoich domów. Cieszę się jak małe dziecko na widok nowej zabawki. Ostatni dzień na planie serialu był pełen emocji. Każdy z nas był smutny, z powodu końca naszej przygody, a za razem szczęśliwy. “ Austin & Ally” rozsławił nas i nie możemy sobie wyobrazić, że moglibyśmy się nigdy nie poznać. Po zakończeniu show każde z nas zaczęło pracę nad nowymi projektami. Role filmowe, które otrzymywaliśmy były co raz lepsze i każde z nas nadal ma nadzieję na kolejną możliwość wykonania wspólnego projektu. Ostatniego dnia nasza czwórka zebrała się w garderobie Caluma i razem wspominaliśmy najlepsze, wspólnie spędzone chwile. Przyrzekliśmy sobie, że nasz kontakt nie zaniknie, dlatego utworzyliśmy wspólny czat, na którym często do siebie piszemy. Rozstanie po czterech latach ciężkiej pracy było dla każdego bardzo trudne, dlatego jestem bardzo zadowolona ze spotkania z Rossem. Moje rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości.
 
“Może wpadniesz jutro do nas na obiad? Przyjdą moi rodzice, Savannah i Courtney. Jeżeli znajdziesz czas to przyjdź na 14 :)
                                             ~Ross”
 
Ucieszyłam się, ponieważ bardzo lubię rodzinę blondyna. Zmartwiła mnie tylko obecność jego dziewczyny. Czasami odnosiłam wrażenie, że na mną nie przepada. Być może to tylko mój wymysł, ale za każdym razem, gdy spędzam czas z Rossem, widzę jej zazdrosne spojrzenia. Może myśli, że my ze sobą flirtujemy, przeszło mi przez myśl. To niedorzeczne, ja i Ross nigdy nie mieliśmy wobec siebie uczuć, wykraczających poza przyjaźń, a przynajmniej tak jest z mojej strony. Wstałam z łóżka i przebrałam się w piżamę, która składała się z krótkich, szarych spodenek i czerwonej bluzki na ramiączka. Ponownie położyłam się i oddałam w objęcia Morfeusza.
 
****************
Uff... Pierwszy rozdział napisany :)
Nie wyszedł on najlepiej, ale postaram się, żeby następne były lepsze. Wszystko szybko pisane, więc mogą pojawić się błędy, za które przepraszam. Kiedy będę miała przerwę świąteczną, postaram się napisać kolejny rozdział. Do napisania :D

 
 
 

 
 







niedziela, 13 grudnia 2015

TB

 Zostałam nominowana przez Abi. Wiem, że powinnam kogoś nominować, ale zdaję sobie sprawę, że mało kto ma teraz czas :(
Miałam napisać opowiadanie o Raurze, a temat jaki wybrałam to:
" Szczęście w nieszczęściu "

* Laura *
Byłam w trakcie kopiowania plików na pendrive'a dla mojej szefowej, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Nie znałam numeru, ale postanowiłam odebrać.
- Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do pani Laury Marano? - zapytał kobiecy głos.
- Tak, kim pani jest? - zapytałam.
- Dzwonię ze szpitala w Los Angeles. Pani ojciec podał mi ten numer. Proszę przyjechać do szpitala jak najszybciej. - odpowiedziała.
- Czy coś stało się mojej mamie? - zapytałam zaniepokojona.
- Nie mogę udzielić takiej informacji przez telefon.
- Dobrze, już jadę. - odpowiedziałam roztrzęsionym głosem.
Łzy zaczęły płynąć z moich oczu, a obraz przed oczami zamazywać. Wybiegłam przed budynek, w którym pracuję i zadzwoniłam po taksówkę wiedząc, że w takim stanie nie dam rady prowadzić samochodu. Pojazd przyjechał po kilku minutach, wsiadłam do środka i podałam adres pod, który chciałam się udać. Może zacznę od początku. Jestem Laura Marano i mam 20 lat. Moja siostra, Vanessa ma 23 lata. Moi rodzice to Ellen i Damiano Marano,  niestety u mojej mamy pół roku temu wykryto raka i jej stan zdrowia z dnia na dzień pogarszał się. Kilka ostatnich dni było naprawdę ciężkich,  ale moja szefowa nie dała mi wolnego,  a nie mogę stracić tej pracy, ponieważ jest dobrze płatna i długo pracowałam, żeby dostać to stanowisko. Praca asystentki nie jest moją wymarzoną, ale ta firma należy do jednych z najlepszych w całym kraju.
- Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie kierowca, tym samym wyrywając z rozmyślań. 
Podałam mu pieniądze i powiedziałam,  żeby na mnie nie czekał. Weszłam do szpitala i udałam się na piętro, na którym znajdowała się sala, w której leży mama. Na korytarzu zobaczyłam mojego tatę,  który płakał,  domyśliłam się co się stało, ale wolałam się upewnić,  więc uklęknęłam przed nim.
- Czy ona... - te słowa nie chciały mi przejść przez gardło.
W odpowiedzi tylko pokiwał głową, a z moich oczu popłynęły kolejne łzy. Moja mama nie żyje. Wiedziałam, że ten moment nadejdzie, ale nie byłam na to przygotowana. Przypomniałam sobie wszystkie chwile, które razem spędziłyśmy, przez co jeszcze bardziej się rozpłakałam. Wiem, że muszę być silna, w końcu jestem już dorosła, ale to tak strasznie boli. Moja siostra ponad rok temu przeprowadziła się do innego miasta i nie jesteśmy tak blisko jak kiedyś. Tęsknię za tymi chwilami, kiedy miałam problem i mogłam iść po radę do mamy albo siostry. Vanessa wiedziała o chorobie mamy, ale w San Diego, bo tam się przeprowadziła, ma pracę i swoją rodzinę,  więc nie mogła przyjeżdżać tak często. Usiadłam na krześle obok taty i wybrałam numer Van.
- Cześć Laura, coś się stało? - zapytała na wstępie.
- Hej, mama ona... - odpowiedziałam drżącym głosem, nadal nie mogę uwierzyć, że już nigdy nie zobaczę mamy, ale myślę, że Vanessa domyśliła się co się stało, bo wzięła głębszy wdech.
Słyszałam jak zaczyna płakać.
- Wezmę urlop i przyjadę jak najszybciej.  - powiedziała i rozłączyła się.
Mój tata nadal płakał i znałam go na tyle dobrze, że wiedziałam, że nie będzie chciał się stąd ruszyć. Wiem, że nie powinnam go zostawiać samego, bo potrzebuje wsparcia, ale dłużej już tutaj nie wytrzymam. Wybuchłam głośnym płaczem i zaczęłam biec w kierunku wyjścia. W tej chwili nie obchodziło mnie, że ludzie zobaczą mnie w tak tragicznym stanie. Nie patrzyłam przed siebie, przez co na kogoś wpadłam. Pod wpływem prędkości z jaką biegłam, upadłam.
- Przepraszam, nic ci się nie stało? - zapytał męski głos nade mną.
Spojrzałam w górę i ujrzałam wysokiego blondyna o brązowych oczach. Był ubrany w czarne, poszarpane dżinsy, białą koszulkę i czarne conversy. Przyjrzałam się dokładniej jego twarzy, był bardzo przystojny, ale teraz nie mogę myśleć o takich rzeczach.
- Nic mi nie jest. - odpowiedziałam prawie szeptem.
Nieznajomy wyciągnął rękę, aby pomóc mi wstać, z czego skorzystałam. Już chciałam ruszyć do wyjścia, ale przeszkodził mi blondyn, łapiąc mnie za nadgarstek.
- Dlaczego płaczesz? Coś się stało? - zapytał, patrząc mi w oczy.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedziałam chłodno.
Wiem, że nie powinnam dla niego taka być,  w końcu nic mi nie zrobił, ale śmierć mojej mamy strasznie mnie przygnębiła. Chłopak widząc moje nastawienie postanowił odpuścić.
Nadal płacząc wyszłam przed budynek i uderzyło mnie świeże powietrze. Głęboko odetchnęłam i po raz kolejny dzisiejszego dnia, zamówiłam taksówkę. W czasie jazdy, zdążyłam zadzwonić do mojej szefowej i wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Prosiłam ją, żeby dała mi wolne, ale ona się nie zgodziła. Jak można być tak bezduszną osobą? W najbliższym czasie nie będę mogła normalnie funkcjonować, ale muszę się postarać. Muszę być silna dla mamy, nie chciałaby widzieć mnie w takim stanie. Zawsze była dla mnie ogromnym wsparciem. Bez jej cennych uwag, zapewne nie zaszłabym tak daleko. Kiedy tylko dotarłam do domu, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Co z tego, że było dopiero po południu, nic nie dam rady zrobić. Przypomniało mi się, że zostawiłam tatę w szpitalu,  dlatego napisałam do niego wiadomość, która brzmiała tak:
" Jesteś nadal w szpitalu czy wróciłeś do domu? ", po kilku minutach otrzymałam odpowiedź, w której napisał, że wrócił do domu. Muszę z nim jutro porozmawiać, bo wiem, że moje dzisiejsze zachowanie nie zależało do najlepszych. Wspominając chwile, które spędziłam z rodzicielką, zasnęłam.

Ze snu wybudziło mnie pukanie do drzwi. Założyłam szlafrok i nadal zaspana ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Okazało się, że moja siostra, jej mąż Josh oraz ich dwuletnia córeczka, Lily, przyjechali do mnie, ponieważ nie nie mieli gdzie się zatrzymać. Oczywiście nie miałam z tym problemu. Vanessa poinformowała mnie, że zamierzają tu zostać na co najmniej tydzień, co mnie cieszy, ponieważ spędzimy ze sobą więcej czasu. Uzgodniłyśmy, że na jutrzejszy obiad przyjdzie nasz ojciec. W tej trudniej sytuacji musimy się wspierać. Moja siostra i jej mąż będą spali w pokoju gościnnym, a moja siostrzenica w pokoju dla dzieci. Umeblowałam ten pokój na wypadek, gdyby przyjechała do mnie dalsza rodzina z dziećmi. Czasem zazdroszczę mojej siostrze. Ma kochającą się rodzinę, a jej życie wydaje się idealne. Chciałabym kiedyś założyć rodzinę, ale moi byli zawsze okazywali się być idiotami. Nigdy nie miałam szczęścia w miłości, ale staram się tym nie przejmować. Po raz drugi dzisiejszego dnia,  położyłam się spać.

Rano obudziły mnie cudowne zapachy,  wydobywające się z kuchni. Spojrzałam na zegarek i zorientowałam się, że jest dopiero 6 rano, więc spokojnie zdążę do pracy. W firmie muszę stawić się na 8. Poranek wydawałby się idealny, ale przypomniałam sobie o mojej mamie.  Jak na zawołanie z moich oczu zaczęły wypływać łzy.  Szybko je starłam i podeszłam do szafy, aby wybrać ciuchy, w które się dziś ubiorę. Wyjęłam czarną sukienkę oraz żakiet tego samego koloru. Weszłam do mojej łazienki, gdzie wykonałam wszystkie poranne czynności. Kiedy byłam już ubrana w wcześniej wybrany zestaw, zabrałam się za makijaż,  który zagwarantował mi ukrycie zmęczenia po wczorajszym płaczu. Gotowa zeszłam na dół, do kuchni, gdzie zastałam moją siostrę, robiącą naleśniki. Słysząc moje kroki za sobą,  odwróciła się.
- Cześć, jak się trzymasz? - zapytała zatroskana.
- Trochę lepiej, a ty?
- Też lepiej. Wiem, że idziesz do pracy, więc postaram się załatwić jak najwięcej formalności związanych z pogrzebem. Tata nie ma teraz do tego głowy, a ty już wystarczająco jesteś zestresowana. - posłała mi lekki uśmiech.
Zjadłam śniadanie, które było bardzo smaczne i zaczęłam rozmawiać z siostrą.
- Pamiętasz, kiedy zabrała nas na zakupy i kupiła co tylko chciałyśmy? - zapytałam się Vanessy.
- Tak, zawsze chciała, żebyśmy miały wszystko co chciałyśmy. Troszczyła się i wspierała nas, a pamiętasz jak przefarbowałam włosy na kolor czerwony?
- Tak, a ona powiedziała, że jeżeli to była rzecz, którą koniecznie chciałaś zrobić, to nie ma z tym problemu. Gorzej, kiedy zobaczyła cię babcia, mama musiała nasłuchać się niezłego kazania o tym, że nie powinna nas tak rozpieszczać. - na samą myśl o tym wydarzeniu uśmiechnęłam się.
Wspólnie usiadłyśmy na kanapie i przytulone do siebie wspominałyśmy cudownie spędzone chwile. Tego mi brakowało. Kogoś, kto pozwoli mi płakać na swoim ramieniu i zrozumie mnie doskonale.
Nim się obejrzałam, siedziałam w samochodzie mojego szwagra, który uparł się, aby zawieźć mnie do pracy. Na parkingu przed budynkiem nadal stał mój samochód, więc wrócę nim do domu. Biurko przy którym pracuję, znajduje się w gabinecie szefowej. Budynek firmy jest dosyć wysoki i przeszklony. Moje stanowisko pracy znajduje się na dziesiątym piętrze, więc, żeby tam dotrzeć muszę jechać windą. Dzisiaj nie było inaczej,  tyle, że kiedy wysiadałam, w przejściu minął mnie blondyn,  na którego wpadłam wczoraj w szpitalu. Przeszłam obok niego bez słowa i ruszyłam przed siebie, ale czułam na sobie jego spojrzenie.
Czas w biurze niemiłosiernie mi się dłużył, najchętniej wybiegła bym z stamtąd i nigdy nie wracała. W moich myślach często pojawiał się nieznany chłopak. Spotkałam go już drugi raz, ale nadal nic o nim nie wiem. Nawet jeżeli wpadnę na niego po raz kolejny, zapewne nie będzie chciał mnie znać, po tym jak go potraktowałam. Była godzina 16:57, więc za trzy minuty będę mogła stąd wyjść. Sprawdziłam po raz ostatni czy w plikach, które przygotowałam nie było błędu i wydrukowałam je. Wszystkie dokumenty wręczyłam szefowej, która je szybko przejrzała i powiedziała, że jestem wolna. Szybko wyszłam z firmy i ruszyłam w stronę moje samochodu, co trochę mi zajęło, ponieważ ten parking jest ogromny. Wsiadłam do samochodu i próbowałam go odpalić. Po kilku próbach nic się ni działo i zaczęłam się denerwować. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. Wszystko obraca się przeciwko mnie. W pracy powstrzymałam płacz, ale teraz nikt mnie nie widzi i mogę okazać swoją słabość. Skuliłam się na siedzeniu kierowcy i zaczęłam rozpaczać. Usłyszałam jak krople deszczu opadają na przednią szybę i byłam tym bardzo zdziwiona. W Los Angeles prawie nigdy nie pada deszcz. Nie chciałam zawracać głowy Joshowi, więc postanowiłam wrócić taksówką. Jak na złość mój telefon się rozładował, w tej chwili miałam ogromną ochotę rzucić nim o podłoże. Stojąc na dworze zdążyłam już nieźle przemoknąć. Pozostało mi tylko jedno wyjście,  pójście do domu na pieszo. Ruszyłam w kierunku mojego zamieszkania. Po kilku minutach wędrówki obok mnie zatrzymał się czarny jeep, a jedno z jego okien opuściło się. Byłam zdziwiona, że ktoś się zatrzymał. Z początku pomyślałam, że to jakiś turysta nie wie jak dojechać do jakiegoś miejsca. Zdziwienie przerodziło się w szok, kiedy zobaczyłam kto był kierowcą tego samochodu. Był to nie kto inny jak tajemniczy blondyn.
- Może cię podwieźć? - zapytał miłym głosem.
Wiem, że nie powinnam mu ufać, bo go nie znam, ale po jego zachowaniu wywnioskowałam, że nic mi nie grozi. Mówią, że oczy są zwierciadłem duszy i sądzę, że to prawda. W jego było widać łagodność i sympatię. Będąc już w środku pojazdu, podałam mu adres mojego domu.
- Przepraszam za moje zachowanie, nie powinnam była tak reagować. - odezwałam się nagle.
- Nic się nie stało. Jeżeli mogę wiedzieć to jak masz na imię? - ten człowiek co raz bardziej mnie zadziwia, mówi, że nic się nie stało, kiedy ja byłam dla niego taka okropna.
- Laura, a ty? - posłałam mu lekki uśmiech.
- Ross. Wiesz nie chcę być wścibski, ale co ci się stało w szpitalu? - zapytał zaciekawiony.
To pytanie wywołało kolejne łzy. Dziwię się sama sobie, że jeszcze jestem do tego zdolna, wypłakałam ich tak dużo. Chłopak widząc moją reakcję, zatrzymał samochód.
- Przepraszam nie powinienem się pytać, to nie moja sprawa. - powiedział patrząc w moje oczy.
Ross niepewnie przytulił mnie, a ja jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
* dwa tygodnie później *
- Wychodzę już! - krzyknęłam w głąb domu.
Moja siostra i jej rodzina postanowiła zostać u mnie na dłużej, z czego niezmiernie  się ucieszyłam.Ruszyłam w stronę parku,  gdzie miałam spotkać się z Rossem. Tego samego dnia, gdy podwiózł mnie do domu, wymieniliśmy się numerami. Codziennie ze sobą pisaliśmy, spotkaliśmy się kilka razy i okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań. Chłopak bardzo mi pomógł swoją obecnością, kiedy ja byłam załamana, dzięki niemu czuję się o wiele lepiej. W ciągu tak krótkiego czasy nauczyłam się żyć na nowo, co nie oznacza, że zapomniałam o swojej mamie.Czasami zamykam się w pokoju i zaczynam płakać z tęsknoty za nią.Pogrzeb mojej rodzicielki odbył się kilka dni po jej śmierci. Na uroczystości towarzyszył mi mój nowy przyjaciel. Mój tata nadal jest załamany,  ale stara się być pogodny, przynajmniej,  kiedy jestem w pobliżu. Wydawać by się mogło,  że nie mam już problemów,  ale jeden męczy mnie od niedawna. Zakochałam się w Rossie, niestety jesteśmy tylko przyjaciółmi. Sama nie wie, kiedy to się stało.
- Laura! - z rozmyśleń wyrwał mnie głos blondyna.
Właśnie w tej chwili spostrzegłam, że przeszłam obok niego.
- Przepraszam, trochę się zamyśliłam. - wytłumaczyłam się.
Nie skomentował tego, tylko podszedł do mnie i wspólnie zaczęliśmy spacerować alejkami parku. Nagle przypomniałam sobie pytanie, które chciałam mu zadać od dawna, ale za każdym razem zapominałam.
- Tak właściwie to co robiłeś w firmie? Nigdy wcześniej cię tam nie widziałam.
Ross wydawał się podenerwowany tym pytaniem.
- Ja... Wiesz... No... - próbował "skleić" jakieś zdanie.
- Ja nie gryzę. Możesz mi powiedzieć wszystko - zachęciłam go, posyłając mu lekki uśmiech.
- Powiem ci, ale proszę obiecaj, że nie zdenerwujesz się na mnie, dobrze?
- Obiecuję - odpowiedzialna krótko.
- Jestem właścicielem tej firmy. Nie chciałem ci wcześniej tego mówić, bo nie wiedziałem jak zareagujesz. Ja naprawdę cię przepraszam. Powinienem ci to powiedzieć o wiele wcześniej - powiedział ze skrucha.
Nie będę ukrywała. Czułam się urażona, ale wiedziałam też, że ma rację. Mogłam być jakąś głupią dziewczyną, która przyjaźni się z nim tylko dla pieniędzy. Widziałam smutek wypisany na jego twarzy, on naprawdę tego żałował. W jego oczach widziałam również iskierki nadziei.
- Nic się nie stało, nie gniewam się -  powiedziałam po chwili zastanowienia.
Chłopak odetchnął z ulgą na moje słowa. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Była to Vanessa.
- Lau... Ja, Josh i Lily poszliśmy do sklepu, ale tata został sam w domu... Kiedy wróciliśmy on... On leżał nieruchomo w kuchni... Na stole leżało puste opakowanie po jakiś tabletkach. Sprawdziłam mu tętno i... Laura, on nie żyje! - mówiła roztrzęsionym głosem i słyszałam jak pociągała nosem.
Telefon wypadł mi z ręki, a z oczu zaczął płynąć potok łez. Ross mimo tego, że nie wiedział co się dzieje, podszedł do mnie i przytulił.
- Co się stało? - zapytał cicho po kilku minutach.
Nadal byłam w szoku i nie dowierzałam w to co się stało.
- Mój tata... On... On nie żyje - odpowiedziałam prawie niesłyszalnym głosem.
- Wszystko bę... - zaczął mówić, ale mu przerwałam.
- Nie Ross, nic nie będzie dobrze. Moje życie nie mogło być gorsze, cały czas ktoś z moich bliskich odchodzi. Ja mam tego dosyć - szybko wyplątałam się z jego uścisku.
- Lau, musisz się uspo... - po raz kolejny nie pozwoliłam, aby mówił dalej.
- Nie będę spokojna! Nie rozumiem ciebie Ross. Cały czas tylko płaczę i ci się wyżalam! Dlaczego się ze mną zadajesz, jestem tylko zwykłą dziewczyną, która nagle pojawiła się w twoim życiu! Ty mi cały czas pomagasz, a ja co?! Nic nie robię dla ciebie! Zawsze, kiedy cię potrzebuję, ty jesteś! - powiedziałam co myślałam.
Chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem i sam zaczął mówić:
- Co ty mówisz? Laura, jesteś wspaniałą osobą i nawet nie masz pojęcia ile wniosłaś do mojego życia. Poznałem wiele ludzi, ale nikt nie był tak wyjątkowy jak ty. Nie wmawiaj sobie, że jesteś zwykła, kiedy tak nie jest!
- Nie mów tak! Jestem całkowitym przeciwieństwem osoby, którą opisałeś! Naprawdę nie wiem, dlaczego się o mnie troszczysz! - krzyknęłam zdenerwowana.
- Troszczę się, bo cię kocham! Każda chwila spędzona z tobą uszczęśliwia mnie, a twój uśmiech sprawia, że sam się uśmiecham! Nikt nigdy nie miał na mnie takiego wpływu jak ty! Moje życie zmieniło się diametralnie z dniem, kiedy się poznaliśmy. Każdy z mojego otoczenia może potwierdzić, że się zmieniłem. Zakochałem się w tobie, ale nie chciałem ci o tym mówić, bo dobrze wiedziałem,  że widzisz mnie jako przyjaciela i tylko przyjaciela, ale teraz wszystko mi jedno. Zrozum to, kocham cię! - wykrzyczał swoje wyznanie.
Stałam jak słup soli. Moje oczy zapewne wyglądały teraz jak pięciozłotówki. Ludzie przechodzący obok,  patrzyli na nas jak na wariatów, którzy krzyczą na siebie w miejscu publicznym, a inni nasze wypowiedzi dotyczące uczuć, uważali za słodkie i cicho mówili: "Aww... ". Takiego wyznania się nie spodziewałam. W oczach widziałam szczerość i miłość, czego przed tem nie zauważyłam, a przynajmniej tego drugiego uczucia. On musi sobie żartować albo to jest sen, z którego nie chciałabym się budzić. Właśnie takie myśli przewijały się przez moją głowę. Nie wiedziałam co powiedzieć. Z jednej strony, po raz kolejny przeżywam stratę bliskiej osoby, a z drugiej, chłopak,  w którym się podkochuję, wyznaje mi miłość.
- Powiesz coś? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Ja... Ross... - próbowałam się wypowiedzieć.
- Wiedziałem. Wiedziałem, że tak będzie - powiedział jakby do siebie.
Brzmiał tak smutno, że  chciałam go przytulić,  ale nadal stałam jak sparaliżowana.  Blondyn nie widząc żadnej reakcji z mojej strony, zaczął kierować się w stronę wyjścia z parku. Dopiero to wyrwało mnie z rozmyśleń, na temat mojego nieszczęścia, a za razem szczęścia. Chłopak zdążył się już oddalić ode mnie,więc zaczęłam biec za nim.
- Ross, ja przepr... - zrównałam się z nim i zaczęłam mówić.
- Nie musisz mnie przepraszać. To nie twoja wina, że nie odwzajemniasz moich uczuć - powiedział i przyśpieszył tępo swojego chodu.
Po raz kolejny podbiegłam do niego.
- Ale ja...
- Laura, daj sobie spokój, nic się  nie stało - wiedziałam, że kłamał.
Jego smutek był wypisany na twarzy. On naprawdę cierpiał.
- Przestaniesz mi przerywać i dasz mi się w końcu wypowiedzieć?! - krzyknęłam zdenerwowana jego zachowaniem, na co on się zatrzymał i obrócił w moją stronę, a ja zaczęłam mówić, patrząc w jego oczy - Nigdy nie powiedziałam nic na temat moich uczuć wobec ciebie. Kocham cię. Ukrywałam to z tego samego powodu co ty - wytłumaczyłam.
Po wypowiedzeniu tych słów blondyn zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Mianowicie podbiegł do mnie i pocałował mnie. Myślałam, że zaraz wybuchnę ze szczęścia.  Oczywiście oddałam pocałunek. Po prostu najlepszy moment w moim życiu. Po "odklejeniu" się od siebie, chłopak zapytał mnie o najwspanialszą rzecz.
- Zostaniesz moją dziewczyną?
W odpowiedzi po raz kolejny dzisiejszego dnia, pocałowałam go.

**********************************************************************************************
Nareszcie! Palce mi chyba zaraz odpadną :/
Opowiadanie wyszło mi fatalnie i dobrze o tym wiem, ale nauczyciele ostatnio uwzięli się na mnie i zadają dużo, a do tego sprawdziany i kartkówki. Jeżeli ten post pojawi się na blogu to będzie cud, bo co pięć minut wyłączają mi prąd :(
Postaram się poprawić całą wersję tego opowiadania na lepsze, ale nie wiem kiedy to się stanie. Mam nadzieję, że nikt się nie załamał tak bardzo czytając te bzdury.
Czas tego TB był do dzisiaj, więc się wyrobiłam :)
Do napisania!



czwartek, 10 grudnia 2015

PROLOG

WYJAŚNIENIA POD SPODEM

Prolog

Dwójka przyjaciół, która poznała się na planie serialu. Nierozłączni przez cztery lata. On wyjechał w trasę koncertową ze swoim rodzinnym zespołem, towarzyszyła mu jego dziewczyna, poznana na nie długo przed zakończeniem prac nad serialem. Ona została w swoim rodzinnym mieście - Los Angeles. Przyjęła propozycję roli w filmie, w którym miała zagrać ze swoją starszą siostrą. Całe dnie przesiadywała w studiu nagraniowym, żeby skończyć swój debiutancki album. Oboje zapracowani, ale kiedy nadażała się okazja na rozmowę, chociażby przez sms-y, korzystali z niej. Jego dziewczyna czasami była zazdrosna o ich relację, ale nie mogła narzekać, chłopak starał się jak mógł. Wszystko dla niej robił, razem byli szczęśliwi. Ona poznała swoją drugą połówkę już w szkole, chodzili do tej samej klasy, podkochiwał się w niej od dawna, ale bał się odrzucenia, cały czas myślał, że ona kocha swojego przyjaciela, co nie było prawdą. Znalazło by się wiele osób, które chciało, żeby przyjaciele byli razem, ale nigdy ich marzenia się nie spełniły. Co prawda on chciał spróbować się z nią umówić na randkę, ale dowiedział się, że ma chłopaka. Przez jakiś czas był tym zasmucony, ale później jego siostra, przyprowadziła do domu swoją przyjaciółkę, która z czasem stała się jego drugą połówką. Ross i Laura, znani również jako Raura, bo o nich tutaj mowa, osobiście nie widzieli się dawno, ale postanowili to zmienić. On po prawie roku zakończył trasę i wrócił do Stanów Zjednoczonych. Niby mógł odpocząć, ale niedługo miał zacząć pracować nad kolejnym filmem. Mimo tego, że mieli dużo pracy, odnowili swoje kontakty, bo nie chcieli zaprzepaścić takiej pięknej przyjaźni.

**********************************************************************************************

Cześć! (O ile ktoś to czyta )
Postanowiłam napisać nowy prolog, ta historia będzie trochę inna od poprzedniej. Nie zamierzam usuwać tamtych rozdziałów, ale tamto opowiadanie nie będzie kontynuowane. Wiem, że mona poprzednia praca nie należała do najlepszych, ale tą postaram się poprowadzić inaczej :)
Niedługo powinno się pojawić TB, które już prawie skończyłam, nie uważam go za dobre, zmieniłabym wiele rzeczy, ale teraz nie mam na to czasu - szkoła. Praca wyszła dosyć długa, dlatego jeszcze się nie pojawiła :/
Codziennie staram się coś pisać, ale mam dużo obowiązków.
To chyba wszystko co chciałam napisać. Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie i błędy, które mogły się pojawić w prologu, ale piszę na telefonie, co nie jest dobrym rozwiązaniem.
Do napisania

R5 Forever


poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 6

* oczami Laury *
Bez pukania weszłam do domu Lynchów. Okradliby ich, a oni by tego nie zauważyli. Razem z siostrą udałam się w stronę największego hałasu, czyli salonu. Zastałyśmy tam rodzeństwo Lynch i Ellingtona, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Rocky i Ell siedzieli na kanapie, a reszta stała przed nimi z zaniepokojoną miną. Chyba są w trakcie przesłuchania. Nie zauważyli nas, więc odchrząknęłam. Tym sposobem zwróciłam na nas uwagę.
- Cześć, muszę pogadać z Ryd i Rossem. Możemy iść do innego pokoju? Oczywiście Van będzie nam towarzyszyć. - uśmiech, który miała przed chwilą na twarzy znikł, a zastąpił go grymas.
- Tak właściwie to co wy robicie? - zapytała Vanessa.
- To wszystko przez nich - i wskazała na brunetów, siedzących na kanapie - weszliśmy do domu i było strasznie cicho. Za cicho. Spodziewaliśmy się hałasu i bałaganu,a oni najzwyczajniej w świecie siedzą przed telewizorem, jedzą jakieś żelki i oglądają serial. Nie uważacie, że to podejrzane? - wyjaśniła Delly.
- Rzeczywiście, to naprawdę bardzo dziwne, ale wracając do tematu, możemy porozmawiać? - zapytałam zniecierpliwiona.
Ross i jego siostra pokiwali głowami i ruszyliśmy w stronę pokoju Rydel.
- Wejdźcie do środka, a my zaraz do was przyjdziemy. - powiedziałam do siostry i blondynki.
Ja z blondynem weszliśmy do jego pokoju, aby przedyskutować zachowanie naszych sióstr.
- Ross one nie mogą robić nam zdjęć w sytuacjach takich jak ostania. Nasi fani pomyślą sobie, że jesteśmy parą i gdziekolwiek się ruszymy będą nas śledzić fotoreporterzy.
- Zgadzam się z tobą, musimy z nimi poważnie porozmawiać i przy okazji powiedzieć, żeby skasowały zdjęcia, które zrobiły nam rano. - odpowiedział.
Zaczęliśmy iść w stronę drzwi, ale przerwał nam dźwięk przychodzącej wiadomości. Przyszła ona do blondyna.
- Gdy byliśmy na spotkaniu u Kevina, szybko wybiegliśmy na zewnątrz. Dlatego nie zdążył nam przekazać, że podczas pierwszego pocałunku Auslly kamera będzie ustawiona pod odpowiednim kątem, dzięki czemu tak naprawdę nie dojdzie między nami do pocałunku. Niestety będzie więcej takich scen, dlatego przy kolejnych nie będziemy udawać. - wyjaśnił treść wiadomości.
Wyszliśmy z pokoju i ruszyłyśmy do pomieszczenia w którym przebywały dziewczyny. Rozmawiały o czymś, ale kiedy tylko nas zobaczyły, zamilkły.
- Chcemy z wami porozmawiać o waszym porannym zachowaniu. - zaczęłam i tak przez następne pół godziny na przemian z Rossem "produkowaliśmy" się na temat potrzeby zmiany ich zachowania. One tylko siedziały przed nami i kiwały głowami.
- To chyba wszystko. - posumował Ross.
Wszyscy zeszliśmy do salonu, gdzie zastaliśmy pozostałych, którzy oglądali jakiś film.
- Może chcecie u nas przenocować jeszcze jedną noc? - zapytała Rydel.
- Chciałybyśmy, ale powinnyśmy wracać do domu. - odpowiedziała moja siostra.
Nie było jeszcze późno, więc postanowiłyśmy wybrać się na spacer po parku. Szłyśmy powoli i podziwiałyśmy naturę. Zapatrzyłam się na małe dzieci, bawiące się na placu zabaw, przez co nie patrzyłam przed siebie.Chwilę później upadłam na ziemię.
- Przepraszam, zapatrzyłem się i cię nie zauważyłem. - powiedział chłopak, był on brunetem o brązowych oczach, a pod ramieniem trzymał deskorolkę.
- Nic się ni... - nie dokończyłam, bo dopiero teraz zauważyłam kim był ten chłopak.
- Cześć Andrew! - przywitałam się.
- O, hej! Dopiero teraz cię poznałem. - odpowiedział z uśmiechem na ustach.
 Już chciałam się spytać Andrewa co tu robi, ale przerwało mi chrząknięcie ze strony mojej siostry.
- Lau, nie mówiłaś, że znasz Anderwa. To o nim ci wczoraj opowiadaliśmy. - powiedziała.
- Cześć Van! Co tu robicie?- zapytał.
- Wracamy do domu od Lynchów. A ty? Myślałam, że na wakacje miałeś wyjechać do babci. - odpowiedziałam.
- Tak, ale jednak zdecydowałem się zostać. Babcia ma w planach przyjazd do nas. Wtedy mogłabyś ją poznać. Na pewno by cię polubiła. - wyjaśnił.
- Daj znać kiedy przybędzie, a na pewno ją poznam. - uśmiechnęłam się.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i każdy z nas udał się w stronę do której zmierzał, przed zderzeniem.
- To... Skąd  znasz tego chłopaka? - zapytała zaciekawiona.
- Chodzimy razem do klasy. Myślałam, że już ci o nim mówiłam.
- Nie mówiłaś, a na nasze opowieści o nim denerwowałaś się.
- Bo nie wiedziałam, że mieliście na myśli jego. Znam go dosyć długo i mogę spokojnie stwierdzić, że jest dobrym przyjacielem. - odpowiedziałam.
* oczami Vanessy *
Kiedy tylko dotarłyśmy do domu, szybko pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Rydel. Blondynka odebrała po około trzech sygnałach.
J - ja    R- Rydel
J: Nie zgadniesz kogo spotkałyśmy w parku! - powiedziałam na samym wstępie.
R: Cześć Van, miło cię słyszeć, u mnie nic ciekawego, cieszę się, że pytasz. - odpowiedziała sarkastycznie.
J: Przepraszam, ale to na prawdę bardzo ważne. Wczoraj razem z rodzicami byliśmy u ich znajomych i poznałam ich syna. Ma na imię Andrew, jest całkiem ładny. Dzisiaj spotkałyśmy go w parku i wiesz co? Okazało się, że Lau chodzi z nim do klasy. - szybko wytłumaczyłam.
 R: No i co w tym takiego strasznego? Bo brzmisz jakbyś się czegoś bała. - odpowiedziała.
J: Ty naprawdę tego nie rozumiesz? Wiesz co może się stać? Laurze może się spodobać Andrew, zresztą z wzajemnością, a wtedy zostaną parą i nie będzie Raury.
Blondynka przez jakiś czas milczała.
R: Masz rację. Nie możemy do tego dopuścić! Ja nadal liczę, że podczas ich pocałunku coś się między nimi zmieni i spojrzą na siebie inaczej.
Podczas rozmowy uzgodniłyśmy, że kiedy nadejdzie dzień kręcenia sceny to my również pójdziemy na plan serialu. W końcu musimy wszystko wiedzieć.


**********************************************************************************************
Cześć! Wróciłam po zdecydowanie najdłuższej przerwie :)
Niestety rozdziały będą pojawiały się rzadziej, bo mam szkołę i nie ma tygodnia bez sprawdzianu czy kartkówki :(
Za błędy przepraszam, ale szybko to pisałam, więc mogłam coś przeoczyć :/
Do napisania
 
                              R5 Forever

środa, 4 listopada 2015

Rozdział 5

* oczami Rossa *
- Aww... jacy oni uroczy. Zdecydowanie w przyszłości będą razem. - to słowa, które mnie obudziły, z bardzo miłego snu. Otworzyłem oczy, ale je zamknąłem ponieważ światło słoneczne wpadające przez okno pokoju poraziło mnie w oczy. Kiedy w końcu moje oczy przyzwyczaiły się do światła i mogłem dokładnie widzieć obraz znajdujący się przede mną, a dokładniej Rydel w Vanessę ze swoimi telefonami. Zapewne robiły mi zdjęcia. Normalnie nie przejąłbym się tym, ale w tej chwili przypomniałem sobie, że obok mnie śpi Lau. Momentalnie moje oczy rozszerzyły się i oprzytomniałem całkowicie. Jeżeli wrzucą nasze wspólne zdjęcia do internetu to rozpocznie się nie małe zamieszanie. Poderwałem się ns równe nogi, niestety zapomniałem o brunetce,  która momentalnie się obudziła. Popatrzyła na nas wszystkich z pytającym wzrokiem, ale żadne z nas nie chciało się wypowiadać jako pierwsze.
- Przepraszam, że cię obudziłem, ale musiałem się spytać Rydel o bardzo ważną sprawę ,która nie mogła czekać. Niestety narobiłem więcej hałasu niż zamierzałem. - zacząłem się tłumaczyć,  a dziewczyny stały obok mnie i uśmiechały się niewinnie.
- Nic się nie stało. - odpowiedziała sennym głosem.
No... to ja już będę szedł sobie. Do zobaczenia przy śniadaniu! - szybko powiedziałem i szybko niczym błyskawica wybiegłem z pokoju.
* oczami Laury *
Okej, to było dziwne, jednak postanowiłam nie przejmować zachowaniem chłopaka. Niestety nie mam w co się ubrać,  ponieważ nie zostałam dostatecznie wcześnie poinformowana o nocowaniu.
- Delly pożyczysz mi ciuchy? - spytałam.
- Jasne. - odpowiedziała, nadal uśmiechnięta.
Blondynka bardzo często się uśmiecha,  ale zawsze ma do tego powód, a teraz uśmiecha się sama do siebie. Tak, ten dzień zaczął się zdecydowanie dziwnie. Rydel dała mi taki zestaw:
Z nim udałam się do łazienki, gdzie się przebrałam. Kiedy weszłam do pokoju, nikogo tam nie zastałam. Pewnie wszyscy są na śniadaniu. Z tą myślą udałam się do kuchni. Zastałam tam Stormie i Marka, jedzących śniadanie przy wyspie kuchennej.
- Dzień dobry! - przywitałam się.
Odpowiedzieli mi tym samym i powiadomili, że reszta znajduje się w jadalni. Swoje kroki skierowałam, więc do wcześniej wymienionego pomieszczenia. Znajdowało się tam osiem osób. Nawet nie wiem kiedy przyszedł Ellington. Przy tak małej grupce ludzi jest strasznie głośno, ciekawe jak jest u nich na święta pewnie pięć razy głośniej. Przywitałam się i usiadłam do stołu. Po mojej prawej stronie siedziała moja siostra, a po lewej Rydel. Natomiast na przeciwko mnie ponownie siedział Ross, ale tym razem nie unikaliśmy swojego wzroku, wręcz przeciwnie. Zaczęłam jeść śniadanie przygotowane przez Stormie, które składało się z naleśników, polanych syropem klonowym. Posiłek popiłam ciepłą herbatą z cytryną. Po śniadaniu Rocky oraz Ratliff poszli do kuchni, aby przygotować swój deser, który miał się składać głównie z żelków.
- Może ja i Van wrócimy do domu, a za godzinę spotkamy się na plaży, co wy na to? - zaproponowałam.
- Ok, to spotykamy się na plaży czy przy wejściu? - zapytał Riker.
- Proponuję drugą opcję, bo na plaży będzie ciężko się odnaleźć - odpowiedziałam Vanessa.
Wszyscy uznali to za dobry pomysł, tak więc ja i moja siostra właśnie jedziemy do naszego domu po stroje kąpielowe.
* godzinę później *   * przy wejściu na plażę *
Dotarłyśmy wcześniej, więc teraz czekamy na Lynchów. Ja mam na sobie to:
A Vanessa to:
Zobaczyłam, że Lynchowie zmierzają w naszym kierunku, dlatego poinformowałam o tym moją siostrę. Co dziwne z Lynchami nie było Rockiego i Ella. Z daleka zauważyłam, że Rydel jest ubrana w coś takiego:

- Hej, nie przekazaliście chłopakom, że idziemy na plażę? - zapytałam.
- Jasne, że powiedzieliśmy, ale oni stwierdzili, że wolą pracować nad najnowszym smakiem żelków, który ma być połączeniem ich ulubionych smaków. Znając życie, kuchnia będzie wyglądała jak po drugiej wojnie światowej. Nie chciałabym być w ich skórze, kiedy zobaczy to mama. - odpowiedziała mi Delly.
Udaliśmy się w głąb plaży, aby znaleźć miejsce do rozłożenia się. Udało się to w miarę szybko, co jest dziwne zważając na to jaką mamy teraz porę roku. Ja razem z dziewczynami położyłyśmy się na ręcznikach, a chłopaki poszli grać w siatkówkę.
* oczami Ellingtona *
Razem z Rockym jesteśmy obecnie w sklepie, a dokładniej w dziale ze słodyczami. Wzięliśmy ze sobą koszyk. Doszliśmy do miejsca znajdowały się żelki i zaczęliśmy wybierać nasze ulubione smaki. Wzięliśmy około 25 paczek z którymi udaliśmy się do kasy, ponieważ były to jedyne rzeczy jakie kupowaliśmy, to kasjerka spojrzała na nas dziwnie. W końcu zaczęła skanować ceny z opakowań i koszt nie był tak duży jak się spodziewałem. Ze wszystkim ruszyliśmy do domu. Na szczęście w domu nikogo nie było, więc mogliśmy spokojnie wykonywać nasze doświadczenie. Z szuflady kuchennej wyjąłem 5 opakowań żelatyny. Jest to dużo, ale i tak nie wszystko zużyjemy. Z szafki wyjąłem duży garnek, do którego nalałem trochę wody na dno i cały pojemnik postawiłem na płycie gazowej. Rocky w tym czasie otworzył wszystkie paczki żelek. Wsypaliśmy wszystkie żelki do garnka i łyżką zacząłem je mieszać. Kiedy się rozpuściły, dodałem 2 opakowania żelatyny. Nie znam się za bardzo na gotowaniu, ale kocham jeść i próbować rzeczy, których jeszcze nie jadłem. Kiedy konsystencja mikstury stawała się coraz gęstsza, poprosiłem mojego przyjaciela, aby wyjął jakieś foremki. Niestety nie posiadamy takich przystosowanych do żelek, ale Rocky znalazł nadające się. Wywar rozlałem do sporej ilości pojemniczków, które wcześniej ustawiłem na tacce. Gotowy produkt schowałem do lodówki.
- Poszło nam lepiej, niż sądziłem. Patrz, nawet tam nie nabrudziliśmy. - odezwałem się.
- Masz rację, już nie mogę się doczekać, aż spróbujemy naszego wyrobu. - odpowiedział.
Nasze żelki szybko nie będą gotowe, dlatego postanowiliśmy pograć w gry.
* oczami Rossa *
Obecnie jestem w wodzie, razem z moimi braćmi i jak to my, wygłupiamy się. Zauważyłem, że dziewczyny nadal leżą na ręcznikach, dlatego postanowiłem do nich podejść i namówić na wejście do wody. Poszło mi łatwiej, niż przewidywałem. Dziewczyny prawie od razu się zgodziły. Cieszę się, że nie są należą do typu " nie pójdę do morza, bo może mi się złamać paznokieć " inaczej bym z nimi nie wytrzymał. Wspólnie bawiliśmy się na plaży, aż do zachodu słońca. Siostry Marano musiały się już zbierać, bo rodzice się o nie martwili. My również postanowiliśmy wracać do domu.
* oczami Laury *
Szłyśmy chodnikiem w stronę domu, kiedy odezwała się Vanessa.
- Jak ci się dzisiaj spało? 
- Chyba nigdy tak dobrze nie spałam. Było mi ciepło i miękko, powinnam kupić nowy materac. - odparłam po chwili zastanowienia.
Moja siostra zaśmiała się na moją odpowiedź, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem, na co jeszcze bardziej się rozweseliła. 
- Ty się na pewno dobrze czujesz? - zapytałam.
- Ja? Świetnie, nigdy w życiu nie czułam się lepiej. Nie wiesz co dokładnie stało się rano, prawda?
- No przecież Ross mi wszystko wyjaśnił, nawet przy tym byłaś. - odpowiedziałam zmęczona jej durnymi pytaniami.
- Powiem ci coś bardzo ważnego. Wczoraj spałaś obok Rossa. - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Vanessa twoje żarty stają się coraz gorsze, wiesz.
- Ale ja nie żartuję. - odpowiedziała bardzo poważnie, a mówi tak tylko wtedy, kiedy mówi prawdę, a ja nie chcę jej wierzyć.
Zapewne moje oczy wyglądały teraz jak pięciozłotówki. Przecież Ross by mi o tym powiedział, nigdy siebie nie okłamywaliśmy.
- To niemożliwe... - zaczęłam, ale Van mi przerwała.
- Mam dowód. - mówiąc to, wyjęła swój telefon.
Kilka sekund później przed moją twarzą pojawiło się wcześniej wspomniane urządzenie mobilne, a na jego ekranie ujrzałam zdjęcie na, którym znajdowałam się ja i mój najlepszy przyjaciel. Moja siostra miała rację, spałam obok blondyna. 
- Vanessa, natychmiast skasuj to zdjęcie! Wiesz co się może stać, jeżeli odnajdzie to prasa?! - już nie myślałam o tym, że Ross mnie okłamał, byłam zbyt przejęta fotografią. 
Gdyby media zobaczyły te zdjęcia, zaczęłyby się pytania czy jesteśmy razem i nie mielibyśmy spokoju.
- Ktoś jeszcze widział te zdjęcia? - zapytałam zaniepokojona.
- Rydel ma ich kilka na swoim telefonie. - odpowiedziała spokojnie.
- Musimy znowu iść do Lynchów i to w trybie natychmiastowym! Zadzwoń do rodziców i powiedz, że wrócimy później, żeby się o nas nie martwili. - zaczęłam wszystko planować.
Moja siostra skończyła rozmawiać z rodzicami, a ja w tym czasie zdążyłam zamówić taksówkę. Kierowcy podałam adres i ruszyliśmy w stronę domu Lynchów.

piątek, 30 października 2015

Rozdział 4

* oczami Laury *
Aktualnie wszyscy siedzimy przy stole w jadalni u Lynchów. Niestety mi przypadło siedzenie na przeciwko Rossa. Normalnie nie miałabym z tym problemu, ale nie po dzisiejszych wydarzeniach. Kiedy tylko podniosę wzrok, napotykam jego. Gdy Rydel zaproponowała kolację u nich, z początku ucieszyłam się, ale potem przypomniałam sobie o Rossie. Telefon prawie mi wypadł z ręki. Z moich rozmyślań wyrwała mnie siostra,  która dźgnęła mnie lekko łokciem.  Okazało się,  że wszyscy już jedzą, a ja tylko siedzę i patrzę się na potrawy. Cały stół był zastawiony pięknie pachnącymi oraz wyglądającymi potrawami. Przed wyjściem z domu zjadłam dwie kanapki, więc nie jestem tak bardzo głodna. Zdecydowałam się na lekką sałatkę z tuńczyka. Zjadłam pierwszy kęs i spokojnie mogę stwierdzić,że Stormie świetnie gotuje. Podczas kolacji rodzice rozmawiali między sobą. Moja siostra prowadziła żywą dyskusję z Rydel o najnowszych trendach panujących w świecie mody. Bracia rozmawiali między sobą, zapewne o grach. Jedynie Ross i ja siedzieliśmy cicho. Jeżeli tak dalej pójdzie, to nie będziemy w stanie ze sobą normalnie rozmawiać. Wstałam z miejsca, ale nikt tego nie zauważył. To nawet lepiej nie będziemy w centrum uwagi. Podeszłam do krzesła, na którym siedział Ross i klepnęłam go w ramię. Odwrócił swoją głowę w moją stronę, po jego mimice twarzy łatwo wywnioskować, że jest zaskoczony.
- Ross, moglibyśmy porozmawiać? - zapytałam z nadzieją.
- Jasne.  - odpowiedział krótko, było widać, że jest zdenerwowany, a ja nie czułam się lepiej od niego.
Skierowaliśmy się do jego pokoju, aby w spokoju porozmawiać. Przez dobre pięć minut milczeliśmy, ja nie wiedziałam od czego zacząć, a on ewidentnie nie chciał zaczynać tej rozmowy.
- Wie... - zaczęłam mówić i właśnie w tym momencie drzwi do pomieszczenia otworzyły się. W drzwiach stała Rydel.
- Hej, jeżeli wam w czymś przeszkodziłam to bardzo przepraszam, ale chcę was poinformować,  że ty Lau - i wskazała na mnie - oraz Van zostaniecie u nas na noc. Sorry, że nie uzgodniłyśmy tego wcześniej, ale kompletnie o tym zapomniałam.
- Spoko, nic się nie stało. - powiedziałam,  choć dobrze znałam prawdę.
- Jest już dosyć późno, a wiem, że nie macie w co się przebrać. Pożyczę wam piżamę. Radziłabym ci pójść teraz, bo później może być kolejka do łazienki,  bo nie każdy ma swoją.
Chciałam porozmawiać z Rossem, ale najwidoczniej dopiero jutro do tego dojdzie,  z jednej strony się cieszę, ale z drugiej strony miałabym to za sobą. Pożegnałam się cicho z blondynem i ruszyłam za Delly. Ulubionym kolorem Ryd jest różowy,  dlatego nie zdziwiłam się,  kiedy otrzymałam strój w tym kolorze. Zestaw składał się z krótkich spodenek oraz bluzki na ramiączkach. Blondynka ma w swoim pokoju ogromne, podwoje łóżko, a na nim będzie spała Rydel i moja siostra. Dla mnie został rozłożony dmuchany materac.
Z piżamą udałam się do łazienki, gdzie wzięłam szybki prysznic, przemyłam twarz oraz umyłam zęby. Lynchowie są przyzwyczajeni do gości dlatego zawsze mają kilka zapasowych szczoteczek do zębów. Po wykonaniu wcześniej wymienionych czynności, udałam się do pokoju Delly.
Minęły dobre dwie godziny, ale ja dalej nie mogę zasnąć. Dziewczyny śpią jak zabite, a mnie dalej męczy sprawa z Rossem. Dziś chyba nie będę spała.
Mijały kolejne minuty, a ja tylko leżę i próbuję zasnąć. Pod wpływem pragnienia, udałam się do kuchni, aby napić się wody. Piję już drugą szklankę wody i nagle usłyszałam odgłos schodzenia po schodach. Uznałam, że to któraś z dziewczyn obudziła się i zobaczyła, że mnie nie ma. Przeżyłam nie mały szok, kiedy się odwróciłam i zobaczyłam Rossa.
Wyglądał na równie zmęczonego co ja. Jego oczy były prawie zamknięte, ale kiedy tylko mnie zobaczył, to jego oczy otworzyły się.
- Też nie możesz spać? - spytałam, posyłając mu lekki uśmiech.
- Niestety, wiesz dużo myślałem i powinniśmy porozmawiać,  przecież nie możemy od tego       uciekać w nieskończoność. - odpowiedział.
Ucieszyłam się,  ponieważ uważam tak samo.
- Wiem, że istnieje ryzyko zepsucia naszej przyjaźni, ale moim zdaniem powinniśmy być profesjonalni. - zaczęłam.
- Masz całkowitą rację. - zgodził się ze mną.
- Wiesz, mam jeszcze jeden problem, ale za nim ci o nim powiem, to chcę żebyś mi przyrzekł, że nie będziesz się ze mnie śmiał, ok? - zapytałam dla pewności.
- Oczywiście, że nie będę się z ciebie śmiał.
- No, bo wiesz ja...
- Ty co? -zaczął mnie pospieszać.
- Janigdysięniecałowałam. - powiedziałam najszybciej jak potrafiłam.
- Lau spokojnie ja nie gryzę, a teraz powiedz to jeszcze raz, ale wolniej.
- Ja się nigdy nie całowałam. - powiedziałam zażenowana i spuściłam swój wzrok na ziemię.
Ross przez kilka minut milczał,  zastanawiał się nad czymś. Blondyn często tak ma, przez co nie raz ciężko go sprowadzić na ziemię. Słyszałam jak chłopak zbliża się do mnie. Jednym palcem podniósł mój podbródek i moje spojrzenie spotkało się z jego. Nie śmiał się ze mnie, więc mogłam odetchnąć z ulgą.
- Nie musisz się tego wstydzić. Czasem ja też chciałbym nie mieć swojego pocałunku. Byłem do niego zmuszony. Grałem w filmie krótkometrażowym i musiałem to zrobić. Zapewne chciałaś by ten moment w twoim życiu był wyjątkowy. Przepraszam, że przeżyjesz go właśnie ze mną. Wiem, że chciałbyś go przeżyć z osobą którą kochasz, a nie swoim przyjacielem - wyznał.
Było dokładnie tak jak powiedział. Oczywiście nie obwiniałam go za to. Oboje zostaliśmy do tego zmuszeni. Podeszłam bliżej niego i po prostu przytuliłam. Staliśmy tak dobre dziesięć minut, żadne z nas nic nie musiało mówić, rozumieliśmy się doskonale.
* oczami Rossa *
Poczułem, że brunetka robiła się coraz cięższa, co oznaczało tylko jedną rzecz. Ona zasnęła. Podniosłem ją i skierowałem się w stronę pokoju mojej siostry. Wszedłem do środka najciszej jak potrafiłem. Laurę ułożyłem na materacu i już miałem wychodzić, kiedy przez sen złapała mnie za rękę i to dosyć mocno. Przez kilka minut próbowałem wyswobodzić się z jej objęć, ale nic mi to nie pomogło. Lau nie pozostawiła mi wyboru, będę musiał spać obok niej.

***********************************************************************************
Hej! Jak tam mija wam szkoła, jeżeli do niej chodzicie? Dziś powracam do was z kolejnym rozdziałem, większa część była pisana na telefonie, dlatego mogą się pojawiać błędy. Kolejny rozdział nie wiem kiedy się pojawi, ponieważ mam strasznie obowiązków szkolnych :(
Pamiętajcie o komentowaniu, bo to naprawdę motywuje!
Do napisania

                                                                                                     R5 Forever



niedziela, 25 października 2015

Rozdział 3

                                                                WAŻNA NOTATKA POD  KONIEC ROZDZIAŁU!                     * oczami Laury *
Właśnie jestem w trakcie oglądania 2 filmu, kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. To na pewno rodzice i Vanessa. Wstałam, więc z kanapy i udałam się w stronę drzwi wejściowych.
- Cześć, cieszę się, że was widzę. - przywitałam się.
- Hej, a coś się stało? - zapytała zmartwiona mama.
- Nie, nic się nie stało. Nie musisz się martwić. Po prostu tęskniłam za wami. - postanowiłam nie wspominać rodzicom o moim problemie.
Podeszłam do każdego po kolei i przytuliłam ich. Brawo Laura, jeżeli dalej będziesz się tak zachowywała to na pewno ci uwierzą, że nic się nie stało. Skarciłam się w myślach.
- Co słychać u waszych znajomych? - postanowiłam szybko zmienić temat.
- Wszystko dobrze, następnym razem musisz z nami pojechać. Mają oni syna, który jest w twoim wieku - odpowiedział mi tata.
Tylko nie to, moim rodzicom zachciało się bawić w swatkę. To nie zapowiada się dobrze. Nigdy nie miałam chłopaka i na razie chcę, aby tak pozostało.
- Van, możemy chwilę porozmawiać? Najlepiej w moim pokoju - dodałam.
- Jasne, chodźmy.
Kiedy tylko weszliśmy do pomieszczenia moja siostra spytała co się stało. W skrócie opowiedziałam jej co się stało i czekałam na jej reakcję. Swoją historię skończyłam opowiadać około 5 minut temu, Van nadal nic nie powiedziała. Tylko siedzi obok mnie na moim łóżku z otwartą buzią. Jak tak dalej pójdzie to muchy jej tam wlecą. Macham jej przed oczami, ale to nic nie pomaga. Chyba muszę przejść do ostrzejszych środków, nachyliłam się do jej ucha i głośno krzyknęłam. Van tak się przestraszyła, że podskoczyła. Zaśmiałam się cicho na jej reakcję,  na co ona obdarowała mnie wścieķłym spojrzeniem, a jedynie uśmiechnęłam się niewinnie.
- Nic nie powiesz na temat pocałunku? - spytałam zdziwiona.
- Wiesz, zawsze uważałam, że ten moment nadejdzie i obawiałam się o twoją reakcję,  a teraz moje obawy się potwierdziły. Przede wszystkim musisz odpocząć i przestać o tym myśleć, a po drugie uważam,  że jesteś bardzo profesjonalna i na pewno sobie z tym poradzisz. Nie mówię, że będzie łatwo, bo tak na pewno nie będzie,  ale jestem pewna, że sobie poradzicie. W końcu najlepsza przyjaźń przetrwa wszystko - podsumowała z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Dzięki,  ty zawsze wiesz jak mnie pocieszyć. Postanowiłam, że jutro porozmawiam z Rossem.
- Słyszałaś rodziców, chcą cię dobrać z synem swoich rodziców. Widziałam go,  wydaje się  fajny. Może rzeczywiście powinnaś się z nim umówić. - zaczęła mnie namawiać.
Właśnie w tej chwili załamałam się.  Czemu wszyscy wtrącają się w moje życie., jakby nie mieli swojego.
- Serio Van, serio? Nie masz nic lepszego do roboty, tylko zajmowanie się moim życiem miłosnym,  którego tak naprawdę nie mam? - zapytałam zażenowana jej zachowaniem.
- Ja się po prostu o ciebie troszczę - odpowiedziała.
I tak przegadałyśmy dobre 2 godziny. Rozmawialiśmy nie tylko o pocałunku,  ale także o drobnostkach dotyczących naszego życia.
* oczami Rossa *
Podczas gry opowiedziałem chłopakom co się stało. Na początku byli w szoku, ale późnej się ogarnęli i wróciliśmy do zwykłych tematów.
* oczami Rydel *
Razem z rodzicami jestem w kuchni. Tata czyta gazetę, a mama przygotowuje kolację, w czym jej pomagam. Rodziciele byli u naszej babci, dlatego musiałam im wytłumaczyć co działo się pod ich nieobecność. Tata przyjął to całkiem normalnie,  a moja mama wyglądała jak ja gdy usłyszałam te wieści. W tej chwili, w mojej głowie zaświtał pomysł,  którym postanowiłam się podzielić.
- Mamo, może zaprosimy rodzinę Marano na kolację?  Laura i Ross mogliby ze sobą porozmawiać, my przy okazji pogadamy z Vanessą, a wy spotkacie się z Ellen i Damiano.
- Świetny pomysł, ja skończę gotować kolację,  a ty zadzwoń do Laury i zapytaj się czy do nas przyjadą. Najlepiej na 18, dobrze?  - zaproponowała.
- Jasne.
Wyjęłam mój telefon i wybrałam numer Lau. Odebrała po trzech sygnałach.
L - Laura, J - ja
L: Cześć Rydel! Coś się stało?
J: Hej, nic się nie stało. Tak się zastanawiałam,  może chcecie do nas przyjść na kolację?
L: Zaczekaj chwilkę, zapytam się rodziców.
Po około 3 minutach brunetka wróciła.
L: Rodzice się zgodzili,  więc niedługo powinniśmy być u was.
J: Ok, to do zobaczenia.
L: Pa.
- Niedługo tu będą. Zawołam chłopców,  żeby nakryli do stołu,  dobrze? - poinformowałam mamę.
- Oczywiście.
Ruszyłam w stronę salonu. Ciekawe jak Ross zareaguje na to, że na kolacji będzie również Laura.
- Ruszcie się i nakrycie do stołu,  tym razem dla jedenastu osób. Ellington nie przychodzi prawda? - zapytałam.
- Tak, Ell nie przychodzi, ale dlaczego dla 11 osób? - zapytał Rocky.
- Dołączy do nas rodzina Marano, a teraz ruchy. Musicie się jeszcze przebrać,  więc nie ma czasu. - odpowiedziałam. Kiedy tylko weszłam do mojego pokoju,  podeszłam do szafy i zaczęłam szukać odpowiedniej sukienki. Po chwili zastanowienia wybrałam tą:
Jest 17:45, więc za około kwadrans powinni przyjść goście. Pozostało tylko czekać. 
* oczami Rossa *
Kiedy tylko usłyszałem, że przyjdzie do nas rodzina Marano,  pobladłem na twarzy. To oznacza tylko jedno. Będę musiał spotkać się z Laurą wcześniej niż to sobie zaplanowałem. Pomogłem nakryć do stołu i poszedłem do pokoju, żeby wybrać ciuchy, które założę na dzisiejszą kolację. Wybrałem to:
 Właśnie schodzę po schodach i usłyszałem dzwonek do drzwi. Byłem najbliżej, dlatego postanowiłem je otworzyć. Za nimi ujrzałem państwa Marano z którymi się przywitałem, a oni weszli do środka. Następnie zobaczyłem Laurę, która była ubrana w to:
i wyglądała olśniewająco. Obok Lau stała jej siostra ubrana w to:
wyglądała pięknie, ale bardziej spodobała mi się Laura. Po przywitaniu się z nimi zaprosiłem je do środka i razem ruszyliśmy do jadalni. Jestem strasznie zdenerwowany, ponieważ nie mam pojęcia co się dzisiaj wydarzy.



***********************************************************************************
Cześć! Powracam po dłuższej przerwie. Następny rozdział pojawi się zapewne w przyszłym tygodniu, ponieważ mam strasznie dużo zadane :(  
Za wszystkie błędy przepraszam, ale większa część rozdziału była pisana na telefonie.
Jeżeli ktoś to czyta, co widzę po wyświetleniach, to proszę o komentarze. To motywuje do pracy. Jeżeli nie będą się pojawiały komentarze to nie widzę większego sensu w prowadzeniu tego bloga :(
Do napisania 

                                                                                  R5 Forever





środa, 21 października 2015

Rozdział 2

* oczami Laury *
Dobrze wiedziałam, że kiedyś będziemy musieli to zrobić, ale wolałam się oszukiwać. Jeżeli pocałujemy się, to może zepsuć naszą wspaniałą przyjaźń a do tego dopuścić nie mogę. Aktualnie znajduję się w moim pokoju, kiedy tylko usłyszałam tamtą wiadomość, wybiegłam ze studia i wsiadłam do samochodu Rikera. Pytał co się stało, ale nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Kilka minut później dołączył do nas Ross. Rik próbował się z nim porozumieć, ale był w podobnym szoku co ja. Brat blondyna widząc, że nie uzyska żadnej odpowiedzi ruszył w stronę mojego domu. Droga powrotna upłynęła nam w nieprzyjemnej ciszy. Po dojechaniu na miejsce, skinęłam głową na Rikera, w podzięce za podwózkę. Bałam się, że jeśli się odezwę mój głos się załamie a tego nie chciałam. Jak wspomniałam wcześniej, znajduję się w moim pokoju i myślę nad tym co zrobić z tą sprawą. Chcę się wygadać Van, ale ona jeszcze nie wróciła. Będę musiała porozmawiać z Rossem, ale to dopiero jutro, na razie nie jestem na to gotowa. W końcu niedawno zaczęły się wakacje, więc mam dużo wolnego czasu.Niestety, ale nadal chodzę do szkoły. Calum i Raini dawno skończyli naukę a Ross od czwartej klasy podstawówki ma nauczanie domowe. Gdy zaczynaliśmy pracę nad serialem, również otrzymałam taką propozycję, ale z niej nie skorzystałam. Jest dopiero 13, więc zeszłam po schodach na dół a następnie udałam się do kuchni, aby przyrządzić obiad. Po chwili zastanowienia zaczęłam wyciągać wszystkie naczynia oraz produkty potrzebne do przygotowania spaghetti. Mój tata jest Włochem, więc nauczył mnie robić kilka podstawowych, włoskich dań. Po około 30 minutach potrawa była gotowa. Skosztowałam jej i była dobra, ale nie tak pyszna jak mojego taty. Następnie pozmywałam wszystkie brudne naczynia i udałam się do salonu, aby obejrzeć filmy romantyczne.
* oczami Rossa *    * po dotarciu do domu *
Kiedy tylko przekroczyłem próg mojego domu, zostałem zasypany pytaniami ze strony mojego rodzeństwa. Bez odpowiadania na żadne z nich, udałem się do mojego pokoju, który znajduje się na pierwszym piętrze. Jest to pomieszczenie w kolorze żółtym - mój ulubiony kolor. Moje podwójne łóżko znajduje się w centrum a po prawej stronie, znajduje się etażerka z brzozowego drewna, zaś po drugiej stronie jest stojak na gitarę, ponieważ często przed snem lubię zagrać przypadkową melodię. To mnie uspokaja. Miejsce posiada dwa okna. Jedno wychodzi na ulicę a drugie na ogród, który znajduje się z tyłu posesji. Na przeciwko łóżka umiejscowiona jest komoda, w której trzymam większość swoich ciuchów. Podłoże jest pokryte dębowymi panelami a na nich znajduje się duży dywan, w kolorze beżowym. Mam też swoją osobną łazienkę, z czego niezmiernie się cieszę, ponieważ życie w tak licznej rodzinie nie jest łatwe. Drzwi do pomieszczenia czystości znajdują się w moim pokoju, z lewej strony. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Po chwili zauważyłem Rydel, która weszła do mojego pokoju.
- Co się stało Ross? Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żebyś nas tak ignorował. Riker powiedział, że od wyjścia ze studia, razem z Lau dziwnie się zachowujecie. - spytała zmartwiona Delly.
Musiałem się komuś wyżalić, a moja siostra jest do tego idealną osobą.
- Jak wiesz, miałem miałem się stawić w studiu, bo producent chciał mi i Laurze powiedzieć. Kiedy weszliśmy do biura Kevina, ten oznajmił nam, że będziemy musieli się pocałować, ale ja tego nie chcę. Nie żebym miał coś przeciwko Laurze, po prostu to może zepsuć naszą przyjaźń. To dla mnie bardzo trudne. Z resztą, wyobraź sobie, że to co mi przytrafiłoby się tobie i Ellingtonowi. Nie wiem co mam robić! - zacząłem gadać jak katarynka.
Ryd spojrzała na mnie zdziwiona, po czym lekko się uśmiechnęła. Nie rozumiem jej. Ja jestem załamany a ona się uśmiecha. Nigdy nie zrozumiem kobiet.
- Wiem, że jest ci ciężko, ale może tak ma być. Nigdy nic nie wiadomo a teraz chodź na dół i pograj z chłopakami w gry na PlayStation. Na pewno poprawi ci się humor. - mówiąc to, posłała mi promienny uśmiech.
Może Rydel ma rację. W końcu nic nie dzieje się bez powodu. Wyminąłem siostrę, wyszedłem z pokoju i zamknąłem drzwi za sobą. Zacząłem schodzić po schodach, ale zdołałem usłyszeć radosny krzyk mojej siostry.
* oczami Rydel *     * kilka sekund po wyjściu Rossa *
Nie mogłam dłużej się powstrzymać. Wydałam głośny okrzyk radości. Wiem, pewnie dziwicie się o co mi chodzi. Od kiedy poznałam Laurę, zauważyłam jaki mój brat jest uśmiechnięty. Oni cały czas powtarzają, że są tylko przyjaciółmi, ale moim zdaniem w przyszłości, będą razem. Oni są po prostu idealni dla siebie. Potajemnie ich shippuję . Może, gdy będą mieli się pocałować, odnajdą swoje uczucia względem siebie.


***********************************************************************************
Cześć! Jednak udało mi się napisać rozdział :)
Rozdziały staram pisać się jak najdłuższe, ale nie zawsze wychodzi.
Nie wiem kiedy pojawi się kontynuacja. Postaram się coś napisać w weekend.
Jeżeli ktoś to czyta to proszę o komentarze. Do napisania

                                                                      R5 Forever

niedziela, 18 października 2015

Rozdział 1

* oczami Laury*

Obudziłam się przez promienie słoneczne, wpadające do mojego pokoju. No tak, znowu zapomniałam zasłonić okno roletą. Zganiłam się w myślach. Wstałam z mojego podwójnego łóżka i udałam się w stronę szafy, która stała w rogu pomieszczenia. Otworzyłam ją i po chwili zastanowienia wybrałam ciuchy, które dziś założę. Z nimi udałam się do mojej łazienki. Przebrałam się z mojej piżamy, która składała się z koszulki na ramiączkach w kolorze różowym oraz krótkich, szarych spodenek. Ubrałam się w czerwoną bluzkę z krótkim rękawkiem, krótkie, dżinsowe spodenki oraz fioletowe conversy. Następnie przemyłam twarz, umyłam zęby oraz zrobiłam sobie lekki makijaż. Nie zamierzam dziś nigdzie wychodzić, więc nie muszę się stroić. Mój pokój ma czerwone ściany, dlatego, że to mój ulubiony kolor. Nie mam tutaj wielu rzeczy. Centralne miejsce zajmuje moje łóżko. Po jego obu stronach znajdują się etażerki z drzewa dębowego, na których znajdują się lampki nocne. Przy ścianie jest regał, na którym są ustawione moje ulubione książki. To pomieszczenie ma tylko jedno okno, ale za to jest duże i wychodzi na ogród, w którym znajduje się duży basen w kształcie prostokąta. Jako, że uwielbiam muzykę, to w pokoju mam pianino. Na ścianach mam zawieszone rodzinne zdjęcia. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Była ona od Kevina - mojego szefa. Napisał, że będzie drugi sezon serialu  i ma mi coś pilnego do powiedzenia, więc muszę przyjechać na plan. Zaczęłam zbierać się do wyjścia. Na chwilę zatrzymałam się w kuchni, aby zabrać jabłko, z racji, że nic jeszcze dzisiaj nie jadłam. Szybko napisałam notatkę, z informacją gdzie idę. Na wypadek, gdyby rodzice, czy Vanessa wrócili wcześniej do domu. Pojechali do znajomych i powinni wrócić dopiero dziś wieczorem. Już miałam wychodzić z domu i iść na przystanek autobusowy, kiedy dostałam kolejną wiadomość. Tym razem nadawcą był Ross. Napisał mi, że przyjedzie po mnie i razem pojedziemy do studia. Zdziwiłam się, bo myślałam, że tylko ja mam się tam zjawić. Oczywiście Ross nie ma jeszcze prawa jazdy. Zazwyczaj wozi go Riker albo Rydel, ponieważ są najstarsi z całego rodzeństwa. Po około 20 minutach pod mój dom podjechał niebieski jeep, co oznaczało, że kierowcą jest Rik. Wyszłam z domu, a drzwi zamknęłam na klucz. Podeszłam do samochodu i w tym momencie przednie drzwi pojazdu otworzyły się i ukazały mojego najlepszego przyjaciela. Wysiadł on z auta i otworzył dla mnie tylne drzwi. Tak, Ross jest typem dżentelmena. Podziękowałam mu i przy okazji przywitałam się. Kiedy wszyscy byliśmy w środku, odjechaliśmy. Droga do studia przeważnie zajmuje nam 30 minut.
- Cześć Riker! - przywitałam się entuzjastycznie. 
- Hej! - odpowiedział z uśmiechem na ustach a swój wzrok zwrócił na drogę.
- To wiesz dlaczego reżyser chce z nami rozmawiać? - spytałam ciekawa, zwracając się do Rossa.
- Nie, ale jestem tym zdziwiony. Pisałem do Raini i Caluma, do nich Kevin napisał tylko o tym, że będzie kolejny sezon serialu. Nie wspomniał nic o tym, że muszą porozmawiać. Ciekawe o co chodzi. - odpowiedział.
Podczas jazdy śpiewaliśmy piosenki, które leciały w radiu. Muzyka to moje kolejne zainteresowanie. Nawet piszę swoje piosenki, ale jak na razie nie pokazywałam ich nikomu. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Riker powiedział, że na nas zaczeka, więc nie mamy problemu z powrotem do domu. Razem z Rossem poszliśmy w kierunku wielkiego budynku. Mieliśmy spotkać się w biurze Kevina, więc tam się udaliśmy. Zapukałam do drzwi a ze środka usłyszałam głośne: "Proszę!". Pomieszczenie nie jest duże. Jego ściany są beżowe, a sufit biały. Po środku można zauważyć biurko a za nim, na obrotowym krześle Kevina, który na nasz widok uśmiechnął się. 
- Cześć, cieszę się, że już jesteście. Muszę z wami omówić bardzo ważną kwestię, która was dotyczy. Heath jest jeszcze na urlopie, dlatego jestem sam. - zaczął nasz pracodawca. 
Przywitaliśmy się i patrzyliśmy na niego wyczekująco.
- Zapewne wiecie, że fani shippują Auslly i jest to nieuniknione. Przechodząc do sedna, będziecie musieli się pocałować. - powiedział, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.


***********************************************************************************
Cześć! Pierwszy rozdział napisany :) chciałam napisać więcej, ale niestety nie mam czasu. Następny rozdział nie wiem kiedy się pojawi, ale może wystąpić dłuższa przerwa. W tym tygodniu mam 3 sprawdziany i 2 kartkówki -.- uwzięli się. Za wszystkie błędy i powtórzenia przepraszam, ale starałam się to napisać jak najszybciej. 


                                               R5 Forever

sobota, 17 października 2015

Prolog

Cześć, nazywam się Laura Marano, mam 16 lat. Jestem aktorką, tak jak moja siostra - Vanessa. Moi rodzice nazywają się Ellen i Damiano Marano. Tata jest profesorem na uczelni, podobnie jak mama. Kiedyś była aktorką. To, że uczy nie oznacza, że zrezygnowała ze swojej pasji. Prowadzi zajęcia w pobliskim teatrze. Mieszkamy w Los Angeles, ale nie w centrum, lecz kilkanaście kilometrów od. Wolimy spokojnie mieszkać. Gram w serialu pt.: "Austin i Ally" i właśnie skończyliśmy emitować sezon pierwszy. Nie wiemy jeszcze czy będzie kolejny. Mam nadzieję, że będzie, ponieważ na planie poznałam wiele wspaniałych ludzi. Serial opowiada o nieśmiałej dziewczynie Ally - ja - która świetnie śpiewa i pisze piosenki, ale niestety ma lęk przed występowaniem na scenie. Pewnego dnia poznaje Austina, który jest jej przeciwieństwem - jest pewny siebie, również śpiewa. Niestety nie umie pisać piosenek. Postanawiają połączyć swoje siły i podbić świat muzyki. W tej przygodzie towarzyszą im przyjaciele - Trish i Dez. Mniej więcej o tym opowiada ten serial. Główne postacie w serialu grają (oczywiście oprócz mnie) Ross Lynch jako Austin, Raini Rodriguez jako Trish i Calum Worthy jako Dez. Bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy. Uwielbiam spędzać czas z Rossem, ponieważ mamy wiele wspólnego. Ross jest blondynem o piwnych oczach. Jest on wysoki - ma 183 cm wzrostu. Ja mam jedynie 157 cm! Kiedy nagrywamy odcinki muszę nosić wysokie szpilki. Raini ma hiszpańskie korzenie i jest 2 cm niższa ode mnie. Jest trochę grubsza, ale nikomu to nie przeszkadza. Ta dziewczyna ma świetną osobowość. Zawsze mogę na nią liczyć, tak samo jak na moją siostrę i Rydel, ale o niej opowiem później. Raini ma długie, czarne, kręcone włosy. Są piękne. Calum ma rude włosy i jest największym śmieszkiem w naszej grupie. Nie każdy to wie, ale on jest Kanadyjczykiem. Ma też obsesję na punkcie kawy. Bez niej nie przeżyje dnia. Uwielbiam ich wszystkich, są dla mnie jak druga rodzina. Ross ma dużą rodzinę. Ma trzech braci i jedną siostrę. Ich imiona to: Riker, Rydel, Rocky i Ryland. Całe rodzeństwo (oprócz Rylanda) i ich bliski przyjaciel - Ellington Ratliff - tworzą zespół o nazwie R5. Nietypowa, ale ma swoją historię. Imiona rodzeństwa zaczynają się na literę "R", podobnie jest z nazwiskiem ich przyjaciela, a 5 dlatego, że tyle jest ich w zespole. Rodzeństwo Rossa jest naprawdę szalone, ale kocham spędzać z nimi czas. Wracając do mojego serialu. Raini ma 19 lat, a Calum 21. Są starsi ode mnie i Rossa, ale nam to nie przeszkadza. Pewnie myślicie, że jestem najmłodsza z obsady serialu, ale tak nie jest. Urodziłam się 29 listopada, a Ross 29 grudnia, więc jestem starsza o cały miesiąc. Niedługo ma do mnie zadzwonić reżyser z informacją czy powstanie kolejny sezon serialu. Jestem dobrej myśli, ponieważ po jednym sezonie mamy naprawdę dużo fanów. Tak, wiem moja historia wydaje się bardzo nudna, też tak sądziłam. Tak, użyłam czasu przeszłego, ponieważ to co wydarzyło się później zmieniło moje życie. To były zmiany, których nigdy w życiu się nie spodziewałam.

***********************************************************************************
Za wszystkie błędy i powtórzenia przepraszam. Praca nie za bardzo mi się podoba. Rozdział pierwszy postaram dodać jak najszybciej, ale nie mogę nic obiecać, bo jak wiecie ( o ile ktoś to czyta ) trwa rok szkolny, przez co nie mam tak wiele czasu na pisanie. Do napisania

                                                                                                         R5 Forever