niedziela, 13 grudnia 2015

TB

 Zostałam nominowana przez Abi. Wiem, że powinnam kogoś nominować, ale zdaję sobie sprawę, że mało kto ma teraz czas :(
Miałam napisać opowiadanie o Raurze, a temat jaki wybrałam to:
" Szczęście w nieszczęściu "

* Laura *
Byłam w trakcie kopiowania plików na pendrive'a dla mojej szefowej, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Nie znałam numeru, ale postanowiłam odebrać.
- Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do pani Laury Marano? - zapytał kobiecy głos.
- Tak, kim pani jest? - zapytałam.
- Dzwonię ze szpitala w Los Angeles. Pani ojciec podał mi ten numer. Proszę przyjechać do szpitala jak najszybciej. - odpowiedziała.
- Czy coś stało się mojej mamie? - zapytałam zaniepokojona.
- Nie mogę udzielić takiej informacji przez telefon.
- Dobrze, już jadę. - odpowiedziałam roztrzęsionym głosem.
Łzy zaczęły płynąć z moich oczu, a obraz przed oczami zamazywać. Wybiegłam przed budynek, w którym pracuję i zadzwoniłam po taksówkę wiedząc, że w takim stanie nie dam rady prowadzić samochodu. Pojazd przyjechał po kilku minutach, wsiadłam do środka i podałam adres pod, który chciałam się udać. Może zacznę od początku. Jestem Laura Marano i mam 20 lat. Moja siostra, Vanessa ma 23 lata. Moi rodzice to Ellen i Damiano Marano,  niestety u mojej mamy pół roku temu wykryto raka i jej stan zdrowia z dnia na dzień pogarszał się. Kilka ostatnich dni było naprawdę ciężkich,  ale moja szefowa nie dała mi wolnego,  a nie mogę stracić tej pracy, ponieważ jest dobrze płatna i długo pracowałam, żeby dostać to stanowisko. Praca asystentki nie jest moją wymarzoną, ale ta firma należy do jednych z najlepszych w całym kraju.
- Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie kierowca, tym samym wyrywając z rozmyślań. 
Podałam mu pieniądze i powiedziałam,  żeby na mnie nie czekał. Weszłam do szpitala i udałam się na piętro, na którym znajdowała się sala, w której leży mama. Na korytarzu zobaczyłam mojego tatę,  który płakał,  domyśliłam się co się stało, ale wolałam się upewnić,  więc uklęknęłam przed nim.
- Czy ona... - te słowa nie chciały mi przejść przez gardło.
W odpowiedzi tylko pokiwał głową, a z moich oczu popłynęły kolejne łzy. Moja mama nie żyje. Wiedziałam, że ten moment nadejdzie, ale nie byłam na to przygotowana. Przypomniałam sobie wszystkie chwile, które razem spędziłyśmy, przez co jeszcze bardziej się rozpłakałam. Wiem, że muszę być silna, w końcu jestem już dorosła, ale to tak strasznie boli. Moja siostra ponad rok temu przeprowadziła się do innego miasta i nie jesteśmy tak blisko jak kiedyś. Tęsknię za tymi chwilami, kiedy miałam problem i mogłam iść po radę do mamy albo siostry. Vanessa wiedziała o chorobie mamy, ale w San Diego, bo tam się przeprowadziła, ma pracę i swoją rodzinę,  więc nie mogła przyjeżdżać tak często. Usiadłam na krześle obok taty i wybrałam numer Van.
- Cześć Laura, coś się stało? - zapytała na wstępie.
- Hej, mama ona... - odpowiedziałam drżącym głosem, nadal nie mogę uwierzyć, że już nigdy nie zobaczę mamy, ale myślę, że Vanessa domyśliła się co się stało, bo wzięła głębszy wdech.
Słyszałam jak zaczyna płakać.
- Wezmę urlop i przyjadę jak najszybciej.  - powiedziała i rozłączyła się.
Mój tata nadal płakał i znałam go na tyle dobrze, że wiedziałam, że nie będzie chciał się stąd ruszyć. Wiem, że nie powinnam go zostawiać samego, bo potrzebuje wsparcia, ale dłużej już tutaj nie wytrzymam. Wybuchłam głośnym płaczem i zaczęłam biec w kierunku wyjścia. W tej chwili nie obchodziło mnie, że ludzie zobaczą mnie w tak tragicznym stanie. Nie patrzyłam przed siebie, przez co na kogoś wpadłam. Pod wpływem prędkości z jaką biegłam, upadłam.
- Przepraszam, nic ci się nie stało? - zapytał męski głos nade mną.
Spojrzałam w górę i ujrzałam wysokiego blondyna o brązowych oczach. Był ubrany w czarne, poszarpane dżinsy, białą koszulkę i czarne conversy. Przyjrzałam się dokładniej jego twarzy, był bardzo przystojny, ale teraz nie mogę myśleć o takich rzeczach.
- Nic mi nie jest. - odpowiedziałam prawie szeptem.
Nieznajomy wyciągnął rękę, aby pomóc mi wstać, z czego skorzystałam. Już chciałam ruszyć do wyjścia, ale przeszkodził mi blondyn, łapiąc mnie za nadgarstek.
- Dlaczego płaczesz? Coś się stało? - zapytał, patrząc mi w oczy.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedziałam chłodno.
Wiem, że nie powinnam dla niego taka być,  w końcu nic mi nie zrobił, ale śmierć mojej mamy strasznie mnie przygnębiła. Chłopak widząc moje nastawienie postanowił odpuścić.
Nadal płacząc wyszłam przed budynek i uderzyło mnie świeże powietrze. Głęboko odetchnęłam i po raz kolejny dzisiejszego dnia, zamówiłam taksówkę. W czasie jazdy, zdążyłam zadzwonić do mojej szefowej i wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Prosiłam ją, żeby dała mi wolne, ale ona się nie zgodziła. Jak można być tak bezduszną osobą? W najbliższym czasie nie będę mogła normalnie funkcjonować, ale muszę się postarać. Muszę być silna dla mamy, nie chciałaby widzieć mnie w takim stanie. Zawsze była dla mnie ogromnym wsparciem. Bez jej cennych uwag, zapewne nie zaszłabym tak daleko. Kiedy tylko dotarłam do domu, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Co z tego, że było dopiero po południu, nic nie dam rady zrobić. Przypomniało mi się, że zostawiłam tatę w szpitalu,  dlatego napisałam do niego wiadomość, która brzmiała tak:
" Jesteś nadal w szpitalu czy wróciłeś do domu? ", po kilku minutach otrzymałam odpowiedź, w której napisał, że wrócił do domu. Muszę z nim jutro porozmawiać, bo wiem, że moje dzisiejsze zachowanie nie zależało do najlepszych. Wspominając chwile, które spędziłam z rodzicielką, zasnęłam.

Ze snu wybudziło mnie pukanie do drzwi. Założyłam szlafrok i nadal zaspana ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Okazało się, że moja siostra, jej mąż Josh oraz ich dwuletnia córeczka, Lily, przyjechali do mnie, ponieważ nie nie mieli gdzie się zatrzymać. Oczywiście nie miałam z tym problemu. Vanessa poinformowała mnie, że zamierzają tu zostać na co najmniej tydzień, co mnie cieszy, ponieważ spędzimy ze sobą więcej czasu. Uzgodniłyśmy, że na jutrzejszy obiad przyjdzie nasz ojciec. W tej trudniej sytuacji musimy się wspierać. Moja siostra i jej mąż będą spali w pokoju gościnnym, a moja siostrzenica w pokoju dla dzieci. Umeblowałam ten pokój na wypadek, gdyby przyjechała do mnie dalsza rodzina z dziećmi. Czasem zazdroszczę mojej siostrze. Ma kochającą się rodzinę, a jej życie wydaje się idealne. Chciałabym kiedyś założyć rodzinę, ale moi byli zawsze okazywali się być idiotami. Nigdy nie miałam szczęścia w miłości, ale staram się tym nie przejmować. Po raz drugi dzisiejszego dnia,  położyłam się spać.

Rano obudziły mnie cudowne zapachy,  wydobywające się z kuchni. Spojrzałam na zegarek i zorientowałam się, że jest dopiero 6 rano, więc spokojnie zdążę do pracy. W firmie muszę stawić się na 8. Poranek wydawałby się idealny, ale przypomniałam sobie o mojej mamie.  Jak na zawołanie z moich oczu zaczęły wypływać łzy.  Szybko je starłam i podeszłam do szafy, aby wybrać ciuchy, w które się dziś ubiorę. Wyjęłam czarną sukienkę oraz żakiet tego samego koloru. Weszłam do mojej łazienki, gdzie wykonałam wszystkie poranne czynności. Kiedy byłam już ubrana w wcześniej wybrany zestaw, zabrałam się za makijaż,  który zagwarantował mi ukrycie zmęczenia po wczorajszym płaczu. Gotowa zeszłam na dół, do kuchni, gdzie zastałam moją siostrę, robiącą naleśniki. Słysząc moje kroki za sobą,  odwróciła się.
- Cześć, jak się trzymasz? - zapytała zatroskana.
- Trochę lepiej, a ty?
- Też lepiej. Wiem, że idziesz do pracy, więc postaram się załatwić jak najwięcej formalności związanych z pogrzebem. Tata nie ma teraz do tego głowy, a ty już wystarczająco jesteś zestresowana. - posłała mi lekki uśmiech.
Zjadłam śniadanie, które było bardzo smaczne i zaczęłam rozmawiać z siostrą.
- Pamiętasz, kiedy zabrała nas na zakupy i kupiła co tylko chciałyśmy? - zapytałam się Vanessy.
- Tak, zawsze chciała, żebyśmy miały wszystko co chciałyśmy. Troszczyła się i wspierała nas, a pamiętasz jak przefarbowałam włosy na kolor czerwony?
- Tak, a ona powiedziała, że jeżeli to była rzecz, którą koniecznie chciałaś zrobić, to nie ma z tym problemu. Gorzej, kiedy zobaczyła cię babcia, mama musiała nasłuchać się niezłego kazania o tym, że nie powinna nas tak rozpieszczać. - na samą myśl o tym wydarzeniu uśmiechnęłam się.
Wspólnie usiadłyśmy na kanapie i przytulone do siebie wspominałyśmy cudownie spędzone chwile. Tego mi brakowało. Kogoś, kto pozwoli mi płakać na swoim ramieniu i zrozumie mnie doskonale.
Nim się obejrzałam, siedziałam w samochodzie mojego szwagra, który uparł się, aby zawieźć mnie do pracy. Na parkingu przed budynkiem nadal stał mój samochód, więc wrócę nim do domu. Biurko przy którym pracuję, znajduje się w gabinecie szefowej. Budynek firmy jest dosyć wysoki i przeszklony. Moje stanowisko pracy znajduje się na dziesiątym piętrze, więc, żeby tam dotrzeć muszę jechać windą. Dzisiaj nie było inaczej,  tyle, że kiedy wysiadałam, w przejściu minął mnie blondyn,  na którego wpadłam wczoraj w szpitalu. Przeszłam obok niego bez słowa i ruszyłam przed siebie, ale czułam na sobie jego spojrzenie.
Czas w biurze niemiłosiernie mi się dłużył, najchętniej wybiegła bym z stamtąd i nigdy nie wracała. W moich myślach często pojawiał się nieznany chłopak. Spotkałam go już drugi raz, ale nadal nic o nim nie wiem. Nawet jeżeli wpadnę na niego po raz kolejny, zapewne nie będzie chciał mnie znać, po tym jak go potraktowałam. Była godzina 16:57, więc za trzy minuty będę mogła stąd wyjść. Sprawdziłam po raz ostatni czy w plikach, które przygotowałam nie było błędu i wydrukowałam je. Wszystkie dokumenty wręczyłam szefowej, która je szybko przejrzała i powiedziała, że jestem wolna. Szybko wyszłam z firmy i ruszyłam w stronę moje samochodu, co trochę mi zajęło, ponieważ ten parking jest ogromny. Wsiadłam do samochodu i próbowałam go odpalić. Po kilku próbach nic się ni działo i zaczęłam się denerwować. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. Wszystko obraca się przeciwko mnie. W pracy powstrzymałam płacz, ale teraz nikt mnie nie widzi i mogę okazać swoją słabość. Skuliłam się na siedzeniu kierowcy i zaczęłam rozpaczać. Usłyszałam jak krople deszczu opadają na przednią szybę i byłam tym bardzo zdziwiona. W Los Angeles prawie nigdy nie pada deszcz. Nie chciałam zawracać głowy Joshowi, więc postanowiłam wrócić taksówką. Jak na złość mój telefon się rozładował, w tej chwili miałam ogromną ochotę rzucić nim o podłoże. Stojąc na dworze zdążyłam już nieźle przemoknąć. Pozostało mi tylko jedno wyjście,  pójście do domu na pieszo. Ruszyłam w kierunku mojego zamieszkania. Po kilku minutach wędrówki obok mnie zatrzymał się czarny jeep, a jedno z jego okien opuściło się. Byłam zdziwiona, że ktoś się zatrzymał. Z początku pomyślałam, że to jakiś turysta nie wie jak dojechać do jakiegoś miejsca. Zdziwienie przerodziło się w szok, kiedy zobaczyłam kto był kierowcą tego samochodu. Był to nie kto inny jak tajemniczy blondyn.
- Może cię podwieźć? - zapytał miłym głosem.
Wiem, że nie powinnam mu ufać, bo go nie znam, ale po jego zachowaniu wywnioskowałam, że nic mi nie grozi. Mówią, że oczy są zwierciadłem duszy i sądzę, że to prawda. W jego było widać łagodność i sympatię. Będąc już w środku pojazdu, podałam mu adres mojego domu.
- Przepraszam za moje zachowanie, nie powinnam była tak reagować. - odezwałam się nagle.
- Nic się nie stało. Jeżeli mogę wiedzieć to jak masz na imię? - ten człowiek co raz bardziej mnie zadziwia, mówi, że nic się nie stało, kiedy ja byłam dla niego taka okropna.
- Laura, a ty? - posłałam mu lekki uśmiech.
- Ross. Wiesz nie chcę być wścibski, ale co ci się stało w szpitalu? - zapytał zaciekawiony.
To pytanie wywołało kolejne łzy. Dziwię się sama sobie, że jeszcze jestem do tego zdolna, wypłakałam ich tak dużo. Chłopak widząc moją reakcję, zatrzymał samochód.
- Przepraszam nie powinienem się pytać, to nie moja sprawa. - powiedział patrząc w moje oczy.
Ross niepewnie przytulił mnie, a ja jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
* dwa tygodnie później *
- Wychodzę już! - krzyknęłam w głąb domu.
Moja siostra i jej rodzina postanowiła zostać u mnie na dłużej, z czego niezmiernie  się ucieszyłam.Ruszyłam w stronę parku,  gdzie miałam spotkać się z Rossem. Tego samego dnia, gdy podwiózł mnie do domu, wymieniliśmy się numerami. Codziennie ze sobą pisaliśmy, spotkaliśmy się kilka razy i okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań. Chłopak bardzo mi pomógł swoją obecnością, kiedy ja byłam załamana, dzięki niemu czuję się o wiele lepiej. W ciągu tak krótkiego czasy nauczyłam się żyć na nowo, co nie oznacza, że zapomniałam o swojej mamie.Czasami zamykam się w pokoju i zaczynam płakać z tęsknoty za nią.Pogrzeb mojej rodzicielki odbył się kilka dni po jej śmierci. Na uroczystości towarzyszył mi mój nowy przyjaciel. Mój tata nadal jest załamany,  ale stara się być pogodny, przynajmniej,  kiedy jestem w pobliżu. Wydawać by się mogło,  że nie mam już problemów,  ale jeden męczy mnie od niedawna. Zakochałam się w Rossie, niestety jesteśmy tylko przyjaciółmi. Sama nie wie, kiedy to się stało.
- Laura! - z rozmyśleń wyrwał mnie głos blondyna.
Właśnie w tej chwili spostrzegłam, że przeszłam obok niego.
- Przepraszam, trochę się zamyśliłam. - wytłumaczyłam się.
Nie skomentował tego, tylko podszedł do mnie i wspólnie zaczęliśmy spacerować alejkami parku. Nagle przypomniałam sobie pytanie, które chciałam mu zadać od dawna, ale za każdym razem zapominałam.
- Tak właściwie to co robiłeś w firmie? Nigdy wcześniej cię tam nie widziałam.
Ross wydawał się podenerwowany tym pytaniem.
- Ja... Wiesz... No... - próbował "skleić" jakieś zdanie.
- Ja nie gryzę. Możesz mi powiedzieć wszystko - zachęciłam go, posyłając mu lekki uśmiech.
- Powiem ci, ale proszę obiecaj, że nie zdenerwujesz się na mnie, dobrze?
- Obiecuję - odpowiedzialna krótko.
- Jestem właścicielem tej firmy. Nie chciałem ci wcześniej tego mówić, bo nie wiedziałem jak zareagujesz. Ja naprawdę cię przepraszam. Powinienem ci to powiedzieć o wiele wcześniej - powiedział ze skrucha.
Nie będę ukrywała. Czułam się urażona, ale wiedziałam też, że ma rację. Mogłam być jakąś głupią dziewczyną, która przyjaźni się z nim tylko dla pieniędzy. Widziałam smutek wypisany na jego twarzy, on naprawdę tego żałował. W jego oczach widziałam również iskierki nadziei.
- Nic się nie stało, nie gniewam się -  powiedziałam po chwili zastanowienia.
Chłopak odetchnął z ulgą na moje słowa. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Była to Vanessa.
- Lau... Ja, Josh i Lily poszliśmy do sklepu, ale tata został sam w domu... Kiedy wróciliśmy on... On leżał nieruchomo w kuchni... Na stole leżało puste opakowanie po jakiś tabletkach. Sprawdziłam mu tętno i... Laura, on nie żyje! - mówiła roztrzęsionym głosem i słyszałam jak pociągała nosem.
Telefon wypadł mi z ręki, a z oczu zaczął płynąć potok łez. Ross mimo tego, że nie wiedział co się dzieje, podszedł do mnie i przytulił.
- Co się stało? - zapytał cicho po kilku minutach.
Nadal byłam w szoku i nie dowierzałam w to co się stało.
- Mój tata... On... On nie żyje - odpowiedziałam prawie niesłyszalnym głosem.
- Wszystko bę... - zaczął mówić, ale mu przerwałam.
- Nie Ross, nic nie będzie dobrze. Moje życie nie mogło być gorsze, cały czas ktoś z moich bliskich odchodzi. Ja mam tego dosyć - szybko wyplątałam się z jego uścisku.
- Lau, musisz się uspo... - po raz kolejny nie pozwoliłam, aby mówił dalej.
- Nie będę spokojna! Nie rozumiem ciebie Ross. Cały czas tylko płaczę i ci się wyżalam! Dlaczego się ze mną zadajesz, jestem tylko zwykłą dziewczyną, która nagle pojawiła się w twoim życiu! Ty mi cały czas pomagasz, a ja co?! Nic nie robię dla ciebie! Zawsze, kiedy cię potrzebuję, ty jesteś! - powiedziałam co myślałam.
Chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem i sam zaczął mówić:
- Co ty mówisz? Laura, jesteś wspaniałą osobą i nawet nie masz pojęcia ile wniosłaś do mojego życia. Poznałem wiele ludzi, ale nikt nie był tak wyjątkowy jak ty. Nie wmawiaj sobie, że jesteś zwykła, kiedy tak nie jest!
- Nie mów tak! Jestem całkowitym przeciwieństwem osoby, którą opisałeś! Naprawdę nie wiem, dlaczego się o mnie troszczysz! - krzyknęłam zdenerwowana.
- Troszczę się, bo cię kocham! Każda chwila spędzona z tobą uszczęśliwia mnie, a twój uśmiech sprawia, że sam się uśmiecham! Nikt nigdy nie miał na mnie takiego wpływu jak ty! Moje życie zmieniło się diametralnie z dniem, kiedy się poznaliśmy. Każdy z mojego otoczenia może potwierdzić, że się zmieniłem. Zakochałem się w tobie, ale nie chciałem ci o tym mówić, bo dobrze wiedziałem,  że widzisz mnie jako przyjaciela i tylko przyjaciela, ale teraz wszystko mi jedno. Zrozum to, kocham cię! - wykrzyczał swoje wyznanie.
Stałam jak słup soli. Moje oczy zapewne wyglądały teraz jak pięciozłotówki. Ludzie przechodzący obok,  patrzyli na nas jak na wariatów, którzy krzyczą na siebie w miejscu publicznym, a inni nasze wypowiedzi dotyczące uczuć, uważali za słodkie i cicho mówili: "Aww... ". Takiego wyznania się nie spodziewałam. W oczach widziałam szczerość i miłość, czego przed tem nie zauważyłam, a przynajmniej tego drugiego uczucia. On musi sobie żartować albo to jest sen, z którego nie chciałabym się budzić. Właśnie takie myśli przewijały się przez moją głowę. Nie wiedziałam co powiedzieć. Z jednej strony, po raz kolejny przeżywam stratę bliskiej osoby, a z drugiej, chłopak,  w którym się podkochuję, wyznaje mi miłość.
- Powiesz coś? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Ja... Ross... - próbowałam się wypowiedzieć.
- Wiedziałem. Wiedziałem, że tak będzie - powiedział jakby do siebie.
Brzmiał tak smutno, że  chciałam go przytulić,  ale nadal stałam jak sparaliżowana.  Blondyn nie widząc żadnej reakcji z mojej strony, zaczął kierować się w stronę wyjścia z parku. Dopiero to wyrwało mnie z rozmyśleń, na temat mojego nieszczęścia, a za razem szczęścia. Chłopak zdążył się już oddalić ode mnie,więc zaczęłam biec za nim.
- Ross, ja przepr... - zrównałam się z nim i zaczęłam mówić.
- Nie musisz mnie przepraszać. To nie twoja wina, że nie odwzajemniasz moich uczuć - powiedział i przyśpieszył tępo swojego chodu.
Po raz kolejny podbiegłam do niego.
- Ale ja...
- Laura, daj sobie spokój, nic się  nie stało - wiedziałam, że kłamał.
Jego smutek był wypisany na twarzy. On naprawdę cierpiał.
- Przestaniesz mi przerywać i dasz mi się w końcu wypowiedzieć?! - krzyknęłam zdenerwowana jego zachowaniem, na co on się zatrzymał i obrócił w moją stronę, a ja zaczęłam mówić, patrząc w jego oczy - Nigdy nie powiedziałam nic na temat moich uczuć wobec ciebie. Kocham cię. Ukrywałam to z tego samego powodu co ty - wytłumaczyłam.
Po wypowiedzeniu tych słów blondyn zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Mianowicie podbiegł do mnie i pocałował mnie. Myślałam, że zaraz wybuchnę ze szczęścia.  Oczywiście oddałam pocałunek. Po prostu najlepszy moment w moim życiu. Po "odklejeniu" się od siebie, chłopak zapytał mnie o najwspanialszą rzecz.
- Zostaniesz moją dziewczyną?
W odpowiedzi po raz kolejny dzisiejszego dnia, pocałowałam go.

**********************************************************************************************
Nareszcie! Palce mi chyba zaraz odpadną :/
Opowiadanie wyszło mi fatalnie i dobrze o tym wiem, ale nauczyciele ostatnio uwzięli się na mnie i zadają dużo, a do tego sprawdziany i kartkówki. Jeżeli ten post pojawi się na blogu to będzie cud, bo co pięć minut wyłączają mi prąd :(
Postaram się poprawić całą wersję tego opowiadania na lepsze, ale nie wiem kiedy to się stanie. Mam nadzieję, że nikt się nie załamał tak bardzo czytając te bzdury.
Czas tego TB był do dzisiaj, więc się wyrobiłam :)
Do napisania!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz