* oczami Rossa *
- Aww... jacy oni uroczy. Zdecydowanie w przyszłości będą razem. - to słowa, które mnie obudziły, z bardzo miłego snu. Otworzyłem oczy, ale je zamknąłem ponieważ światło słoneczne wpadające przez okno pokoju poraziło mnie w oczy. Kiedy w końcu moje oczy przyzwyczaiły się do światła i mogłem dokładnie widzieć obraz znajdujący się przede mną, a dokładniej Rydel w Vanessę ze swoimi telefonami. Zapewne robiły mi zdjęcia. Normalnie nie przejąłbym się tym, ale w tej chwili przypomniałem sobie, że obok mnie śpi Lau. Momentalnie moje oczy rozszerzyły się i oprzytomniałem całkowicie. Jeżeli wrzucą nasze wspólne zdjęcia do internetu to rozpocznie się nie małe zamieszanie. Poderwałem się ns równe nogi, niestety zapomniałem o brunetce, która momentalnie się obudziła. Popatrzyła na nas wszystkich z pytającym wzrokiem, ale żadne z nas nie chciało się wypowiadać jako pierwsze.
- Przepraszam, że cię obudziłem, ale musiałem się spytać Rydel o bardzo ważną sprawę ,która nie mogła czekać. Niestety narobiłem więcej hałasu niż zamierzałem. - zacząłem się tłumaczyć, a dziewczyny stały obok mnie i uśmiechały się niewinnie.
- Nic się nie stało. - odpowiedziała sennym głosem.
No... to ja już będę szedł sobie. Do zobaczenia przy śniadaniu! - szybko powiedziałem i szybko niczym błyskawica wybiegłem z pokoju.
* oczami Laury *
Okej, to było dziwne, jednak postanowiłam nie przejmować zachowaniem chłopaka. Niestety nie mam w co się ubrać, ponieważ nie zostałam dostatecznie wcześnie poinformowana o nocowaniu.
- Delly pożyczysz mi ciuchy? - spytałam.
- Jasne. - odpowiedziała, nadal uśmiechnięta.
Blondynka bardzo często się uśmiecha, ale zawsze ma do tego powód, a teraz uśmiecha się sama do siebie. Tak, ten dzień zaczął się zdecydowanie dziwnie. Rydel dała mi taki zestaw:
Z nim udałam się do łazienki, gdzie się przebrałam. Kiedy weszłam do pokoju, nikogo tam nie zastałam. Pewnie wszyscy są na śniadaniu. Z tą myślą udałam się do kuchni. Zastałam tam Stormie i Marka, jedzących śniadanie przy wyspie kuchennej.
- Dzień dobry! - przywitałam się.
Odpowiedzieli mi tym samym i powiadomili, że reszta znajduje się w jadalni. Swoje kroki skierowałam, więc do wcześniej wymienionego pomieszczenia. Znajdowało się tam osiem osób. Nawet nie wiem kiedy przyszedł Ellington. Przy tak małej grupce ludzi jest strasznie głośno, ciekawe jak jest u nich na święta pewnie pięć razy głośniej. Przywitałam się i usiadłam do stołu. Po mojej prawej stronie siedziała moja siostra, a po lewej Rydel. Natomiast na przeciwko mnie ponownie siedział Ross, ale tym razem nie unikaliśmy swojego wzroku, wręcz przeciwnie. Zaczęłam jeść śniadanie przygotowane przez Stormie, które składało się z naleśników, polanych syropem klonowym. Posiłek popiłam ciepłą herbatą z cytryną. Po śniadaniu Rocky oraz Ratliff poszli do kuchni, aby przygotować swój deser, który miał się składać głównie z żelków.
- Może ja i Van wrócimy do domu, a za godzinę spotkamy się na plaży, co wy na to? - zaproponowałam.
- Ok, to spotykamy się na plaży czy przy wejściu? - zapytał Riker.
- Proponuję drugą opcję, bo na plaży będzie ciężko się odnaleźć - odpowiedziałam Vanessa.
Wszyscy uznali to za dobry pomysł, tak więc ja i moja siostra właśnie jedziemy do naszego domu po stroje kąpielowe.
* godzinę później * * przy wejściu na plażę *
Dotarłyśmy wcześniej, więc teraz czekamy na Lynchów. Ja mam na sobie to:
- Przepraszam, że cię obudziłem, ale musiałem się spytać Rydel o bardzo ważną sprawę ,która nie mogła czekać. Niestety narobiłem więcej hałasu niż zamierzałem. - zacząłem się tłumaczyć, a dziewczyny stały obok mnie i uśmiechały się niewinnie.
- Nic się nie stało. - odpowiedziała sennym głosem.
No... to ja już będę szedł sobie. Do zobaczenia przy śniadaniu! - szybko powiedziałem i szybko niczym błyskawica wybiegłem z pokoju.
* oczami Laury *
Okej, to było dziwne, jednak postanowiłam nie przejmować zachowaniem chłopaka. Niestety nie mam w co się ubrać, ponieważ nie zostałam dostatecznie wcześnie poinformowana o nocowaniu.
- Delly pożyczysz mi ciuchy? - spytałam.
- Jasne. - odpowiedziała, nadal uśmiechnięta.
Blondynka bardzo często się uśmiecha, ale zawsze ma do tego powód, a teraz uśmiecha się sama do siebie. Tak, ten dzień zaczął się zdecydowanie dziwnie. Rydel dała mi taki zestaw:
Z nim udałam się do łazienki, gdzie się przebrałam. Kiedy weszłam do pokoju, nikogo tam nie zastałam. Pewnie wszyscy są na śniadaniu. Z tą myślą udałam się do kuchni. Zastałam tam Stormie i Marka, jedzących śniadanie przy wyspie kuchennej.
- Dzień dobry! - przywitałam się.
Odpowiedzieli mi tym samym i powiadomili, że reszta znajduje się w jadalni. Swoje kroki skierowałam, więc do wcześniej wymienionego pomieszczenia. Znajdowało się tam osiem osób. Nawet nie wiem kiedy przyszedł Ellington. Przy tak małej grupce ludzi jest strasznie głośno, ciekawe jak jest u nich na święta pewnie pięć razy głośniej. Przywitałam się i usiadłam do stołu. Po mojej prawej stronie siedziała moja siostra, a po lewej Rydel. Natomiast na przeciwko mnie ponownie siedział Ross, ale tym razem nie unikaliśmy swojego wzroku, wręcz przeciwnie. Zaczęłam jeść śniadanie przygotowane przez Stormie, które składało się z naleśników, polanych syropem klonowym. Posiłek popiłam ciepłą herbatą z cytryną. Po śniadaniu Rocky oraz Ratliff poszli do kuchni, aby przygotować swój deser, który miał się składać głównie z żelków.
- Może ja i Van wrócimy do domu, a za godzinę spotkamy się na plaży, co wy na to? - zaproponowałam.
- Ok, to spotykamy się na plaży czy przy wejściu? - zapytał Riker.
- Proponuję drugą opcję, bo na plaży będzie ciężko się odnaleźć - odpowiedziałam Vanessa.
Wszyscy uznali to za dobry pomysł, tak więc ja i moja siostra właśnie jedziemy do naszego domu po stroje kąpielowe.
* godzinę później * * przy wejściu na plażę *
Dotarłyśmy wcześniej, więc teraz czekamy na Lynchów. Ja mam na sobie to:
A Vanessa to:
Zobaczyłam, że Lynchowie zmierzają w naszym kierunku, dlatego poinformowałam o tym moją siostrę. Co dziwne z Lynchami nie było Rockiego i Ella. Z daleka zauważyłam, że Rydel jest ubrana w coś takiego:
- Hej, nie przekazaliście chłopakom, że idziemy na plażę? - zapytałam.
- Jasne, że powiedzieliśmy, ale oni stwierdzili, że wolą pracować nad najnowszym smakiem żelków, który ma być połączeniem ich ulubionych smaków. Znając życie, kuchnia będzie wyglądała jak po drugiej wojnie światowej. Nie chciałabym być w ich skórze, kiedy zobaczy to mama. - odpowiedziała mi Delly.
Udaliśmy się w głąb plaży, aby znaleźć miejsce do rozłożenia się. Udało się to w miarę szybko, co jest dziwne zważając na to jaką mamy teraz porę roku. Ja razem z dziewczynami położyłyśmy się na ręcznikach, a chłopaki poszli grać w siatkówkę.
* oczami Ellingtona *
Razem z Rockym jesteśmy obecnie w sklepie, a dokładniej w dziale ze słodyczami. Wzięliśmy ze sobą koszyk. Doszliśmy do miejsca znajdowały się żelki i zaczęliśmy wybierać nasze ulubione smaki. Wzięliśmy około 25 paczek z którymi udaliśmy się do kasy, ponieważ były to jedyne rzeczy jakie kupowaliśmy, to kasjerka spojrzała na nas dziwnie. W końcu zaczęła skanować ceny z opakowań i koszt nie był tak duży jak się spodziewałem. Ze wszystkim ruszyliśmy do domu. Na szczęście w domu nikogo nie było, więc mogliśmy spokojnie wykonywać nasze doświadczenie. Z szuflady kuchennej wyjąłem 5 opakowań żelatyny. Jest to dużo, ale i tak nie wszystko zużyjemy. Z szafki wyjąłem duży garnek, do którego nalałem trochę wody na dno i cały pojemnik postawiłem na płycie gazowej. Rocky w tym czasie otworzył wszystkie paczki żelek. Wsypaliśmy wszystkie żelki do garnka i łyżką zacząłem je mieszać. Kiedy się rozpuściły, dodałem 2 opakowania żelatyny. Nie znam się za bardzo na gotowaniu, ale kocham jeść i próbować rzeczy, których jeszcze nie jadłem. Kiedy konsystencja mikstury stawała się coraz gęstsza, poprosiłem mojego przyjaciela, aby wyjął jakieś foremki. Niestety nie posiadamy takich przystosowanych do żelek, ale Rocky znalazł nadające się. Wywar rozlałem do sporej ilości pojemniczków, które wcześniej ustawiłem na tacce. Gotowy produkt schowałem do lodówki.
- Poszło nam lepiej, niż sądziłem. Patrz, nawet tam nie nabrudziliśmy. - odezwałem się.
- Masz rację, już nie mogę się doczekać, aż spróbujemy naszego wyrobu. - odpowiedział.
Nasze żelki szybko nie będą gotowe, dlatego postanowiliśmy pograć w gry.
* oczami Rossa *
Obecnie jestem w wodzie, razem z moimi braćmi i jak to my, wygłupiamy się. Zauważyłem, że dziewczyny nadal leżą na ręcznikach, dlatego postanowiłem do nich podejść i namówić na wejście do wody. Poszło mi łatwiej, niż przewidywałem. Dziewczyny prawie od razu się zgodziły. Cieszę się, że nie są należą do typu " nie pójdę do morza, bo może mi się złamać paznokieć " inaczej bym z nimi nie wytrzymał. Wspólnie bawiliśmy się na plaży, aż do zachodu słońca. Siostry Marano musiały się już zbierać, bo rodzice się o nie martwili. My również postanowiliśmy wracać do domu.
* oczami Laury *
Szłyśmy chodnikiem w stronę domu, kiedy odezwała się Vanessa.
- Jak ci się dzisiaj spało?
- Chyba nigdy tak dobrze nie spałam. Było mi ciepło i miękko, powinnam kupić nowy materac. - odparłam po chwili zastanowienia.
Moja siostra zaśmiała się na moją odpowiedź, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem, na co jeszcze bardziej się rozweseliła.
- Ty się na pewno dobrze czujesz? - zapytałam.
- Ja? Świetnie, nigdy w życiu nie czułam się lepiej. Nie wiesz co dokładnie stało się rano, prawda?
- No przecież Ross mi wszystko wyjaśnił, nawet przy tym byłaś. - odpowiedziałam zmęczona jej durnymi pytaniami.
- Powiem ci coś bardzo ważnego. Wczoraj spałaś obok Rossa. - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Vanessa twoje żarty stają się coraz gorsze, wiesz.
- Ale ja nie żartuję. - odpowiedziała bardzo poważnie, a mówi tak tylko wtedy, kiedy mówi prawdę, a ja nie chcę jej wierzyć.
Zapewne moje oczy wyglądały teraz jak pięciozłotówki. Przecież Ross by mi o tym powiedział, nigdy siebie nie okłamywaliśmy.
- To niemożliwe... - zaczęłam, ale Van mi przerwała.
- Mam dowód. - mówiąc to, wyjęła swój telefon.
Kilka sekund później przed moją twarzą pojawiło się wcześniej wspomniane urządzenie mobilne, a na jego ekranie ujrzałam zdjęcie na, którym znajdowałam się ja i mój najlepszy przyjaciel. Moja siostra miała rację, spałam obok blondyna.
- Vanessa, natychmiast skasuj to zdjęcie! Wiesz co się może stać, jeżeli odnajdzie to prasa?! - już nie myślałam o tym, że Ross mnie okłamał, byłam zbyt przejęta fotografią.
Gdyby media zobaczyły te zdjęcia, zaczęłyby się pytania czy jesteśmy razem i nie mielibyśmy spokoju.
- Ktoś jeszcze widział te zdjęcia? - zapytałam zaniepokojona.
- Rydel ma ich kilka na swoim telefonie. - odpowiedziała spokojnie.
- Musimy znowu iść do Lynchów i to w trybie natychmiastowym! Zadzwoń do rodziców i powiedz, że wrócimy później, żeby się o nas nie martwili. - zaczęłam wszystko planować.
Moja siostra skończyła rozmawiać z rodzicami, a ja w tym czasie zdążyłam zamówić taksówkę. Kierowcy podałam adres i ruszyliśmy w stronę domu Lynchów.




Ale boski rozdział !! Raura <3 ciekawe co będzie u Lynchów :) Czekam na next ! :)
OdpowiedzUsuńDzięki :)
Usuń