środa, 17 lutego 2016

Ważne!

Ważna notatka, proszę o przeczytanie!
Dosyć długo nad tym myślałam i postanowiłam, że na czas nieokreślony zawieszę działalność bloga. Po pierwsze: nauka. Niestety szkoła pochłania dużo mojego czasu, a chcę mieć jak najlepsze oceny, więc nie znajduję dużo czasu na odpoczynek. Dopiero w tym tygodniu zaczęły mi się ferie i myślałam, że przez ten czas coś napiszę, ale nauczyciele zadali mi multum prac domowych, projektów, a zaraz po tej przerwie mam już kilka sprawdzianów.
Fabułę historii miałam zaplanowaną na kilka kolejnych rozdziałów i wiedziałam co chcę w nich zawrzeć, ale tak jak wspominałam wcześniej, nie mam czasu, a po drugie, nie mam weny. Zdania, które tworzę są beznadziejne i nie potrafię napisać niczego dobrego. Przez czas zawieszenia postaram się nadrobić moje zaległości względem opowiadania. Wrócę, kiedy uznam, że to co piszę ma sens. Przepraszam, bo wiem, że zawaliłam. Na blogu nie było żadnego posta od ponad miesiąca i naprawdę nie chciałam po tak długiej przerwie, wstawiać tego posta. Jeszcze raz bardzo przepraszam i mam nadzieję, że już niebawem znajdę czas i energię do pisania. Tak więc, do napisania!

czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 2

Okej, może się zmieniłem, ale czy to nie jest częścią dorastania? Zmieniłem się, ale czy to źle? Te pytania codziennie krążą mi po głowie. Fani sądzą, że od zeszłego roku stałem się inną osobą. Głównie chodzi im o to, że zapuściłem swoje włosy, zmieniłem styl ubierania się i nie uśmiecham się tak często, jak kiedyś. Wszyscy myślą, że moje życie jest idealne, niby mam pieniądze i szczęśliwą rodzinę, kochającą dziewczynę i sukces zawodowy. Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Musisz uważać, żeby nie powiedzieć o kilka słów za dużo, inaczej poniesiesz konsekwencje, zwłaszcza, kiedy należysz do gwiazd Disneya. Oczywiście nie żałuję mojego udziału w serialu i filmach ich produkcji, to one pozwoliły mi się wybić. Codziennie mam coś zaplanowane i ledwo co z tym wyrabiam. Nie jestem jakąś maszyną, tylko zwykłym człowiekiem. Niektórzy myślą, że jestem idealny, ale nie znają mnie i nie wiedzą jaki jestem naprawdę, ich opinie opierają się na tym, co widzą w wywiadach, na koncertach czy innych tego typu spotkaniach. Nikt nie jest idealny, może w mitach, czy książkach, ale nie w prawdziwym świecie. Moja zmiana wynikała z tego, że chciałem po prostu być sobą. Najbliższe mi osoby rozumieją mnie i zaakceptowały to. 
Za ponad pół godziny w naszym domu mają się zjawić moi rodzice i Laura. Prawie rok byliśmy w trasie i naprawdę byłem już zmęczony. Oczywiście uwielbiam spotykać się z fanami i w ten sposób ich uszczęśliwiać. Muzyka daje mi ogromną radość i uwielbiam śpiewać nasze piosenki, ale po jakimś czasie chce się wrócić do domu i odpocząć. Dlatego ogromnie ucieszyłem się ze spotkania z Lau. Zawsze była dla mnie wsparciem i wiedziała co powiedzieć w danej sytuacji, taka przyjaciółka to skarb. Dzięki niej odstresowałem się chociaż na kilka godzin. Nasze kontakty osłabły po zakończeniu prac nad serialem, czego bardzo żałuję. Oczywiście pisaliśmy i czasem do siebie dzwoniliśmy, ale to nigdy nie odda prawdziwej rozmowy.
Moją dziewczynę, Courtney, poznałem przez przyjaciółki Rydel. Jest świetna, oboje mamy wspólne zainteresowania i zawsze mnie wspiera. Ma świetny kontrakt z moją rodziną, co jest kolejnym plusem. Kiedyś wydawało mi się, że jestem zakochany w Laurze. Właśnie, wydawało. Chciałem się z nią umówić na randkę, ale mi odmówiła. Czułem się urażony, ale rozumiałem ją. Nie chciała komplikować naszych relacji, gdyby coś nie wypaliło, nasza praca na planie nigdy nie wyglądałaby tak samo. Court jest modelką, więc czasem nie widzimy się przez dłuższy czas. Mimo wszystkich problemów jesteśmy razem ponad rok i bardzo ją kocham. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Zszedłem, więc na dół i zobaczyłem, że Rydel już otworzyła drzwi, za którymi znajdowali się goście. Na początku przywitałem moich rodziców, a później Laurę, która była ubrana w zwiewną, czerwoną sukienkę i czarne baletki. Oboje szeroko się uśmiechnęliśmy i przywitaliśmy. Następnie wszyscy udaliśmy się do jadalni, w której stał stół zastawionym dla jedenastu osób. Ryland mieszka z naszymi rodzicami, ale czasami zostaje w naszym domu i tak było wczoraj. Wszyscy się powitali, co zajęło sporo czasu, zwłaszcza z Lau, ponieważ dawno jej nie widzieliśmy. W pomieszczeniu brakowało jednej osoby, mojej dziewczyny, ale po chwili było słychać stukot obcasów na schodach. Ubrana w białą sukienkę, czarne szpilki i z szerokim uśmiechem weszła do środka. Miałem dziwne wrażenie, że kiedy zobaczyła moją przyjaciółkę, jej uśmiech zmalał. Na pewno to sobie ubzdurałem, w końcu one się lubią, prawda? Nigdy nie zauważyłem żadnego problemu pomiędzy nimi. Z kolei Laura podeszła do niej i przytuliła ją, co wyglądało komicznie, zważając na różnicę ich wzrostu. Ja i moja siostra poszliśmy do kuchni po potrawy, a inni zasiedli do stołu.
Kiedy wszystko było naszykowane zabraliśmy się za posiłek. Jedyne co było słychać to dźwięk sztućców o naczynia. Boże, jak ja nienawidzę takich momentów, tej niezręcznej ciszy.
- Jak ci idzie na studiach Lauro? - zapytała moja mama.
Niby dobrze, że ktoś coś powiedział, ale wyszło tak dziwnie, tak oficjalnie. Okej, może dawno się nie widzieliśmy, ale bez przesady. Każde z nas zna się doskonale, ale dziś nikt nie wydawał się być w humorze na pogawędki, no może oprócz Laury, ale ona zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona.

Cały dzisiejszy poranek martwiłam się, jak przyjmie mnie rodzina Rossa i chyba wywróżyłam sobie klęskę. Pytanie nie zdenerwowało mnie, ale poczułam się jak na przesłuchaniu. Zresztą co ja sobie myślałam, że będzie tak jak dawniej? Na pewno tak nie jest. Cały dzień wydaje się pechowy. Miejsce obok mnie zajmuje Courtney, a na przeciwko niej siedzi mój blond włosy przyjaciel z planu. Postanowiłam nie przejmować się tą niezręczności i jak najlepiej odpowiedzieć na pytanie. Opowiedziałam jak jest na zajęciach i poznanych tam ludziach. Mam szczęście, że wszyscy traktują mnie jak innych. To, że jestem sławna nie oznacza, że mam jakieś specjalnie przywileje. Po kilkunastu minutach prawie wszyscy żywo rozmawialiśmy. Courtney od czasu do czasu wtrąciła się do pogawędki. Poznałam ją na planie serialu, Ross ją tam zabrał, od samego początku miałam wrażenie, że za mną nie przepada. Później widywałyśmy się na imprezach, na które było zaproszone R5. Byłam bardzo zadowolona, kiedy dowiedziałam się, że Ross znalazł sobie dziewczynę i jeżeli ona go uszczęśliwia to mi to pasuje. Nie musimy być najlepszymi przyjaciółkami. Wystarczy mi to, że pomiędzy nami nie ma żadnego konfliktu.
Chociaż się sprzeciwiałam, to i tak dostałam kieliszek czerwonego wina. Pijam jedynie na imprezach, ale tym razem zrobiłam wyjątek. Sama nie wiem jak to się stało, ale rozlałam zawartość szklanego naczynia. Pech chciał, że płyn popłynął w lewą stronę, tam gdzie siedziała Courtney. Wszystko działo się bardzo szybko, kiedy Australijka zorientowała się co się stało, szybko wstała z krzesła i wybiegła z pomieszczenia. Czułam jak moje policzki przybierają czerwony kolor i nic nie mogłam na to poradzić. Nie ma co, dawno się nie widzieliśmy, a już zaliczyłam taką wpadkę. Ross szybko wybiegł za swoją dziewczyną.
Przepraszam bardzo, ja naprawdę nie chciałam. Pójdę poszukać Courtney. - powiedziałam, nikt nic nie powiedział, tylko posłali mi pocieszające uśmiechy.
Jak najszybciej ulotniłam się z jadalni i udałam się w stronę, z której słyszałam podniesione głosy. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego się kłócą. Ona chyba nie gniewa się o sukienkę, prawda?
Doszłam do drzwi i już chciałam je otwierać, kiedy zrozumiałam, że rozmawiają o mnie. Postanowiłam jeszcze chwilkę ich posłuchać. Wiem, że nie powinnam, ale to było silniejsze ode mnie.
- Ona nie zrobiła tego specjalnie, kiedy w końcu zrozumiesz, że ona nie chce nas rozdzielić?! - skąd ona bierze takie pomysły, pytałam sama siebie w myślach.
Jak na zawołanie dostałam odpowiedź.
- Od wczoraj nawijasz o niej w kółko! Zawsze mówiłeś mi jaka ona ci jest bliska, kiedy na was patrzę jestem zazdrosna. Czy ty kiedykolwiek pomyślałeś o moich uczuciach?! - krzyknęła wściekła.
Przez jakiś czas panowała cisza, ale później usłyszałam cichy głos Rossa.
Przepraszam, nie chciałem cię skrzywdzić, ale zrozum, Laura zawsze była dla mnie ważna i na zawsze tak pozostanie. Ona nie ma powodów, by robić ci coś umyślnie. Ma chłopaka, który ją kocha i jest szczęśliwa, taka jak my razem. Kocham cię i nic ani nikt tego nie zmieni.

***************
Wiem, zawaliłam. Rozdział miał pojawić się wcześniej, ale mam naprawdę dużo obowiązków szkolnych. Jutro mam ważny sprawdzian, więc nie mam tak dużo czasu na pisanie :(
Mogą pojawić się błędy, bo całość była pisana na telefonie, więc przepraszam.
Czy tylko ja płakałam na finale A&A? Tak? No to nieważne…
Następny rozdział zapewne nie pojawi się szybko, więc po raz kolejny przepraszam. Dużo tych przeprosin, ale takie życie. Nie przedłużając…
Do napisania :)

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 1


Ubrana w krótkie, czerwone spodenki, białą bluzkę z napisem ‘LOVE’ i czarne trampki czekałam w pobliskiej  kawiarni, w której się umówiliśmy, na  blondyna, który spóźniał się już kilka minut. Martwiłam się, że w ostatniej chwili mu coś wypadnie i jednak się nie spotkamy. Każde z nas ma swoją karierę i nie mamy już tak dużo czasu jak kiedyś. Miejsce, w którym się znajdowałam było naprawdę przytulne. Wszystkie kolory ze sobą współgrały, co zachęcało do przesiadywania tu. Była 13:00, więc w lokalu znajdowała się spora ilość ludzi, co nie pomagało mi w znalezieniu tej dobrze znanej mi twarzy. Zaczęłam bawić się bransoletka zawieszoną na moim nadgarstku, która była wykonana ze srebra i posiadała sporą ilość zawieszek. Dostałam ją od Andrewa po miesiącu bycia parą. Na samo wspomnienie tego dnia uśmiech wpłynął mi na twarz. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk dzwoneczka, co oznaczało, że ktoś wszedł do środka. Z nadzieją podniosłam wzrok i zobaczyłam go. Piwne oczy, blond włosy, rozwiane przez wiatr opadały mu na twarz. Szybko je przeczesał co niewiele mu dało. Jego włosy żyły własnym życiem. Ubrany był w podarte na kolanach czarne jeansy oraz białą koszulę odpiętą na trzy górne guziki. Jego szyję zdobiła duża ilość przeróżnych naszyjników, a na palcach miał kilka pierścieni. Oczywiście nie mogło zabraknąć jego ulubionych, czarnych conversów. Zobaczył mnie, więc zaczął kierować się w moją stronę. Od razu posłałam mu radosny uśmiech, który szybko odwzajemnił. Gdy znalazł się wystarczająco blisko mnie, wstałam i go przytuliłam. Nie należę do osób wysokich, a ma dodatek dziś założyłam buty na płaskiej podeszwie, więc moja głowa kończyła się przy klatce piersiowej mojego przyjaciela. Jest to jednak zaleta. Mogę wsłuchać się w spokojnie bicie jego serca. Nie wiem ile czasu trwaliśmy w tej pozycji, ale najwidoczniej dosyć długo, ponieważ uniemożliwiliśmy przejście obok nas. Przywitaliśmy się i złożyliśmy zamówienie, które składało się z dwóch kawałków sernika oraz orzechowego cappuccino w tej samej ilości.
- Przepraszam za spóźnienie, ale były duże korki - uśmiechnął się przepraszająco.
- Nic się nie stało. Jak minęła ci trasa?
- Świetnie! Najciekawiej było w Europie, bo byliśmy w miejscach, w których nigdy nie byliśmy - odpowiedział z iskierkami radości w oczach - Jak idą ci prace nad albumem?
- Zostało się kilka poprawek i będzie gotowy. Szkoda, że nie nagraliśmy duetu.
- Może uda się następnym razem.
- A tak z innej beczki to chciałam cię przeprosić, za zachowanie fanów, kiedy po przez Twittera nie złożyłeś mi życzeń urodzinowych - powiedziałam ze skruchą.
Fani cały czas myślą, że nasz kontakt po zakończeniu serialu się urwał, co nie jest prawdą. W dniu moich dwudziestych urodzin Ross zadzwonił do mnie i złożył życzenia. Raini i Calum zrobili to przez portal społecznościowy, ale nie mam im tego za złe. Blondyn był mniej aktywny w internecie, ze względu na brak czasu. Rok 2015 był dla niego bardzo pracowity, więc mu się nie dziwię.
- Nic się nie stało. Fani nie wiedzą wszystkiego, przez co wymyślają swoją wersję wydarzeń. Ostatnio mam z tym problem. Odkąd na jaw wyszedł mój związek z Courtney, fani obwiniają ją o wszystkie zmiany, które we mnie zaszły. To mnie naprawdę boli, kiedy ją wyzywają. Wiedziałem, że jeśli się ujawnimy to nie będziemy mieć świętego spokoju. Mimo to nie straciłem w nich wiary i nie zawiodłem się na nich. W końcu jesteśmy jedną, wielką rodziną. - podsumował wesoło.
Ja i Andrew postanowiliśmy nie pokazywać się na galach. Oboje boimy się reakcji fanów. Od dłuższego czasu można znaleźć plotki o naszym związku. Kiedy raz udaliśmy się na randkę do restauracji, przypadkiem spotkałam dziewczynę, jak się okazało znała mnie i nagrała krótki filmik, który kilka dni później znalazłam w sieci.
- Jak minęły ci święta? - w miłej atmosferze zaczęliśmy wymieniać się drobnostkami z naszego życia.
 

Szczęśliwa jak nigdy wróciłam do domu i od razu pobiegłam do swojego pokoju, a następnie rzuciłam się na moje ogromne łóżko. Ja i Ross spędziliśmy ponad godzinę w kawiarence na opowiadaniu sobie przeróżnych historii z naszego życia. Później poszliśmy do parku na spacer. Po drodze spotkaliśmy kilka fanek, którym rozdaliśmy autografy i zrobiliśmy sobie z nimi zdjęcia. Niestety wkrótce oboje musieliśmy wracać do swoich domów. Cieszę się jak małe dziecko na widok nowej zabawki. Ostatni dzień na planie serialu był pełen emocji. Każdy z nas był smutny, z powodu końca naszej przygody, a za razem szczęśliwy. “ Austin & Ally” rozsławił nas i nie możemy sobie wyobrazić, że moglibyśmy się nigdy nie poznać. Po zakończeniu show każde z nas zaczęło pracę nad nowymi projektami. Role filmowe, które otrzymywaliśmy były co raz lepsze i każde z nas nadal ma nadzieję na kolejną możliwość wykonania wspólnego projektu. Ostatniego dnia nasza czwórka zebrała się w garderobie Caluma i razem wspominaliśmy najlepsze, wspólnie spędzone chwile. Przyrzekliśmy sobie, że nasz kontakt nie zaniknie, dlatego utworzyliśmy wspólny czat, na którym często do siebie piszemy. Rozstanie po czterech latach ciężkiej pracy było dla każdego bardzo trudne, dlatego jestem bardzo zadowolona ze spotkania z Rossem. Moje rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości.
 
“Może wpadniesz jutro do nas na obiad? Przyjdą moi rodzice, Savannah i Courtney. Jeżeli znajdziesz czas to przyjdź na 14 :)
                                             ~Ross”
 
Ucieszyłam się, ponieważ bardzo lubię rodzinę blondyna. Zmartwiła mnie tylko obecność jego dziewczyny. Czasami odnosiłam wrażenie, że na mną nie przepada. Być może to tylko mój wymysł, ale za każdym razem, gdy spędzam czas z Rossem, widzę jej zazdrosne spojrzenia. Może myśli, że my ze sobą flirtujemy, przeszło mi przez myśl. To niedorzeczne, ja i Ross nigdy nie mieliśmy wobec siebie uczuć, wykraczających poza przyjaźń, a przynajmniej tak jest z mojej strony. Wstałam z łóżka i przebrałam się w piżamę, która składała się z krótkich, szarych spodenek i czerwonej bluzki na ramiączka. Ponownie położyłam się i oddałam w objęcia Morfeusza.
 
****************
Uff... Pierwszy rozdział napisany :)
Nie wyszedł on najlepiej, ale postaram się, żeby następne były lepsze. Wszystko szybko pisane, więc mogą pojawić się błędy, za które przepraszam. Kiedy będę miała przerwę świąteczną, postaram się napisać kolejny rozdział. Do napisania :D

 
 
 

 
 







niedziela, 13 grudnia 2015

TB

 Zostałam nominowana przez Abi. Wiem, że powinnam kogoś nominować, ale zdaję sobie sprawę, że mało kto ma teraz czas :(
Miałam napisać opowiadanie o Raurze, a temat jaki wybrałam to:
" Szczęście w nieszczęściu "

* Laura *
Byłam w trakcie kopiowania plików na pendrive'a dla mojej szefowej, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Nie znałam numeru, ale postanowiłam odebrać.
- Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do pani Laury Marano? - zapytał kobiecy głos.
- Tak, kim pani jest? - zapytałam.
- Dzwonię ze szpitala w Los Angeles. Pani ojciec podał mi ten numer. Proszę przyjechać do szpitala jak najszybciej. - odpowiedziała.
- Czy coś stało się mojej mamie? - zapytałam zaniepokojona.
- Nie mogę udzielić takiej informacji przez telefon.
- Dobrze, już jadę. - odpowiedziałam roztrzęsionym głosem.
Łzy zaczęły płynąć z moich oczu, a obraz przed oczami zamazywać. Wybiegłam przed budynek, w którym pracuję i zadzwoniłam po taksówkę wiedząc, że w takim stanie nie dam rady prowadzić samochodu. Pojazd przyjechał po kilku minutach, wsiadłam do środka i podałam adres pod, który chciałam się udać. Może zacznę od początku. Jestem Laura Marano i mam 20 lat. Moja siostra, Vanessa ma 23 lata. Moi rodzice to Ellen i Damiano Marano,  niestety u mojej mamy pół roku temu wykryto raka i jej stan zdrowia z dnia na dzień pogarszał się. Kilka ostatnich dni było naprawdę ciężkich,  ale moja szefowa nie dała mi wolnego,  a nie mogę stracić tej pracy, ponieważ jest dobrze płatna i długo pracowałam, żeby dostać to stanowisko. Praca asystentki nie jest moją wymarzoną, ale ta firma należy do jednych z najlepszych w całym kraju.
- Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie kierowca, tym samym wyrywając z rozmyślań. 
Podałam mu pieniądze i powiedziałam,  żeby na mnie nie czekał. Weszłam do szpitala i udałam się na piętro, na którym znajdowała się sala, w której leży mama. Na korytarzu zobaczyłam mojego tatę,  który płakał,  domyśliłam się co się stało, ale wolałam się upewnić,  więc uklęknęłam przed nim.
- Czy ona... - te słowa nie chciały mi przejść przez gardło.
W odpowiedzi tylko pokiwał głową, a z moich oczu popłynęły kolejne łzy. Moja mama nie żyje. Wiedziałam, że ten moment nadejdzie, ale nie byłam na to przygotowana. Przypomniałam sobie wszystkie chwile, które razem spędziłyśmy, przez co jeszcze bardziej się rozpłakałam. Wiem, że muszę być silna, w końcu jestem już dorosła, ale to tak strasznie boli. Moja siostra ponad rok temu przeprowadziła się do innego miasta i nie jesteśmy tak blisko jak kiedyś. Tęsknię za tymi chwilami, kiedy miałam problem i mogłam iść po radę do mamy albo siostry. Vanessa wiedziała o chorobie mamy, ale w San Diego, bo tam się przeprowadziła, ma pracę i swoją rodzinę,  więc nie mogła przyjeżdżać tak często. Usiadłam na krześle obok taty i wybrałam numer Van.
- Cześć Laura, coś się stało? - zapytała na wstępie.
- Hej, mama ona... - odpowiedziałam drżącym głosem, nadal nie mogę uwierzyć, że już nigdy nie zobaczę mamy, ale myślę, że Vanessa domyśliła się co się stało, bo wzięła głębszy wdech.
Słyszałam jak zaczyna płakać.
- Wezmę urlop i przyjadę jak najszybciej.  - powiedziała i rozłączyła się.
Mój tata nadal płakał i znałam go na tyle dobrze, że wiedziałam, że nie będzie chciał się stąd ruszyć. Wiem, że nie powinnam go zostawiać samego, bo potrzebuje wsparcia, ale dłużej już tutaj nie wytrzymam. Wybuchłam głośnym płaczem i zaczęłam biec w kierunku wyjścia. W tej chwili nie obchodziło mnie, że ludzie zobaczą mnie w tak tragicznym stanie. Nie patrzyłam przed siebie, przez co na kogoś wpadłam. Pod wpływem prędkości z jaką biegłam, upadłam.
- Przepraszam, nic ci się nie stało? - zapytał męski głos nade mną.
Spojrzałam w górę i ujrzałam wysokiego blondyna o brązowych oczach. Był ubrany w czarne, poszarpane dżinsy, białą koszulkę i czarne conversy. Przyjrzałam się dokładniej jego twarzy, był bardzo przystojny, ale teraz nie mogę myśleć o takich rzeczach.
- Nic mi nie jest. - odpowiedziałam prawie szeptem.
Nieznajomy wyciągnął rękę, aby pomóc mi wstać, z czego skorzystałam. Już chciałam ruszyć do wyjścia, ale przeszkodził mi blondyn, łapiąc mnie za nadgarstek.
- Dlaczego płaczesz? Coś się stało? - zapytał, patrząc mi w oczy.
- Nie twoja sprawa. - odpowiedziałam chłodno.
Wiem, że nie powinnam dla niego taka być,  w końcu nic mi nie zrobił, ale śmierć mojej mamy strasznie mnie przygnębiła. Chłopak widząc moje nastawienie postanowił odpuścić.
Nadal płacząc wyszłam przed budynek i uderzyło mnie świeże powietrze. Głęboko odetchnęłam i po raz kolejny dzisiejszego dnia, zamówiłam taksówkę. W czasie jazdy, zdążyłam zadzwonić do mojej szefowej i wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Prosiłam ją, żeby dała mi wolne, ale ona się nie zgodziła. Jak można być tak bezduszną osobą? W najbliższym czasie nie będę mogła normalnie funkcjonować, ale muszę się postarać. Muszę być silna dla mamy, nie chciałaby widzieć mnie w takim stanie. Zawsze była dla mnie ogromnym wsparciem. Bez jej cennych uwag, zapewne nie zaszłabym tak daleko. Kiedy tylko dotarłam do domu, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Co z tego, że było dopiero po południu, nic nie dam rady zrobić. Przypomniało mi się, że zostawiłam tatę w szpitalu,  dlatego napisałam do niego wiadomość, która brzmiała tak:
" Jesteś nadal w szpitalu czy wróciłeś do domu? ", po kilku minutach otrzymałam odpowiedź, w której napisał, że wrócił do domu. Muszę z nim jutro porozmawiać, bo wiem, że moje dzisiejsze zachowanie nie zależało do najlepszych. Wspominając chwile, które spędziłam z rodzicielką, zasnęłam.

Ze snu wybudziło mnie pukanie do drzwi. Założyłam szlafrok i nadal zaspana ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych. Okazało się, że moja siostra, jej mąż Josh oraz ich dwuletnia córeczka, Lily, przyjechali do mnie, ponieważ nie nie mieli gdzie się zatrzymać. Oczywiście nie miałam z tym problemu. Vanessa poinformowała mnie, że zamierzają tu zostać na co najmniej tydzień, co mnie cieszy, ponieważ spędzimy ze sobą więcej czasu. Uzgodniłyśmy, że na jutrzejszy obiad przyjdzie nasz ojciec. W tej trudniej sytuacji musimy się wspierać. Moja siostra i jej mąż będą spali w pokoju gościnnym, a moja siostrzenica w pokoju dla dzieci. Umeblowałam ten pokój na wypadek, gdyby przyjechała do mnie dalsza rodzina z dziećmi. Czasem zazdroszczę mojej siostrze. Ma kochającą się rodzinę, a jej życie wydaje się idealne. Chciałabym kiedyś założyć rodzinę, ale moi byli zawsze okazywali się być idiotami. Nigdy nie miałam szczęścia w miłości, ale staram się tym nie przejmować. Po raz drugi dzisiejszego dnia,  położyłam się spać.

Rano obudziły mnie cudowne zapachy,  wydobywające się z kuchni. Spojrzałam na zegarek i zorientowałam się, że jest dopiero 6 rano, więc spokojnie zdążę do pracy. W firmie muszę stawić się na 8. Poranek wydawałby się idealny, ale przypomniałam sobie o mojej mamie.  Jak na zawołanie z moich oczu zaczęły wypływać łzy.  Szybko je starłam i podeszłam do szafy, aby wybrać ciuchy, w które się dziś ubiorę. Wyjęłam czarną sukienkę oraz żakiet tego samego koloru. Weszłam do mojej łazienki, gdzie wykonałam wszystkie poranne czynności. Kiedy byłam już ubrana w wcześniej wybrany zestaw, zabrałam się za makijaż,  który zagwarantował mi ukrycie zmęczenia po wczorajszym płaczu. Gotowa zeszłam na dół, do kuchni, gdzie zastałam moją siostrę, robiącą naleśniki. Słysząc moje kroki za sobą,  odwróciła się.
- Cześć, jak się trzymasz? - zapytała zatroskana.
- Trochę lepiej, a ty?
- Też lepiej. Wiem, że idziesz do pracy, więc postaram się załatwić jak najwięcej formalności związanych z pogrzebem. Tata nie ma teraz do tego głowy, a ty już wystarczająco jesteś zestresowana. - posłała mi lekki uśmiech.
Zjadłam śniadanie, które było bardzo smaczne i zaczęłam rozmawiać z siostrą.
- Pamiętasz, kiedy zabrała nas na zakupy i kupiła co tylko chciałyśmy? - zapytałam się Vanessy.
- Tak, zawsze chciała, żebyśmy miały wszystko co chciałyśmy. Troszczyła się i wspierała nas, a pamiętasz jak przefarbowałam włosy na kolor czerwony?
- Tak, a ona powiedziała, że jeżeli to była rzecz, którą koniecznie chciałaś zrobić, to nie ma z tym problemu. Gorzej, kiedy zobaczyła cię babcia, mama musiała nasłuchać się niezłego kazania o tym, że nie powinna nas tak rozpieszczać. - na samą myśl o tym wydarzeniu uśmiechnęłam się.
Wspólnie usiadłyśmy na kanapie i przytulone do siebie wspominałyśmy cudownie spędzone chwile. Tego mi brakowało. Kogoś, kto pozwoli mi płakać na swoim ramieniu i zrozumie mnie doskonale.
Nim się obejrzałam, siedziałam w samochodzie mojego szwagra, który uparł się, aby zawieźć mnie do pracy. Na parkingu przed budynkiem nadal stał mój samochód, więc wrócę nim do domu. Biurko przy którym pracuję, znajduje się w gabinecie szefowej. Budynek firmy jest dosyć wysoki i przeszklony. Moje stanowisko pracy znajduje się na dziesiątym piętrze, więc, żeby tam dotrzeć muszę jechać windą. Dzisiaj nie było inaczej,  tyle, że kiedy wysiadałam, w przejściu minął mnie blondyn,  na którego wpadłam wczoraj w szpitalu. Przeszłam obok niego bez słowa i ruszyłam przed siebie, ale czułam na sobie jego spojrzenie.
Czas w biurze niemiłosiernie mi się dłużył, najchętniej wybiegła bym z stamtąd i nigdy nie wracała. W moich myślach często pojawiał się nieznany chłopak. Spotkałam go już drugi raz, ale nadal nic o nim nie wiem. Nawet jeżeli wpadnę na niego po raz kolejny, zapewne nie będzie chciał mnie znać, po tym jak go potraktowałam. Była godzina 16:57, więc za trzy minuty będę mogła stąd wyjść. Sprawdziłam po raz ostatni czy w plikach, które przygotowałam nie było błędu i wydrukowałam je. Wszystkie dokumenty wręczyłam szefowej, która je szybko przejrzała i powiedziała, że jestem wolna. Szybko wyszłam z firmy i ruszyłam w stronę moje samochodu, co trochę mi zajęło, ponieważ ten parking jest ogromny. Wsiadłam do samochodu i próbowałam go odpalić. Po kilku próbach nic się ni działo i zaczęłam się denerwować. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. Wszystko obraca się przeciwko mnie. W pracy powstrzymałam płacz, ale teraz nikt mnie nie widzi i mogę okazać swoją słabość. Skuliłam się na siedzeniu kierowcy i zaczęłam rozpaczać. Usłyszałam jak krople deszczu opadają na przednią szybę i byłam tym bardzo zdziwiona. W Los Angeles prawie nigdy nie pada deszcz. Nie chciałam zawracać głowy Joshowi, więc postanowiłam wrócić taksówką. Jak na złość mój telefon się rozładował, w tej chwili miałam ogromną ochotę rzucić nim o podłoże. Stojąc na dworze zdążyłam już nieźle przemoknąć. Pozostało mi tylko jedno wyjście,  pójście do domu na pieszo. Ruszyłam w kierunku mojego zamieszkania. Po kilku minutach wędrówki obok mnie zatrzymał się czarny jeep, a jedno z jego okien opuściło się. Byłam zdziwiona, że ktoś się zatrzymał. Z początku pomyślałam, że to jakiś turysta nie wie jak dojechać do jakiegoś miejsca. Zdziwienie przerodziło się w szok, kiedy zobaczyłam kto był kierowcą tego samochodu. Był to nie kto inny jak tajemniczy blondyn.
- Może cię podwieźć? - zapytał miłym głosem.
Wiem, że nie powinnam mu ufać, bo go nie znam, ale po jego zachowaniu wywnioskowałam, że nic mi nie grozi. Mówią, że oczy są zwierciadłem duszy i sądzę, że to prawda. W jego było widać łagodność i sympatię. Będąc już w środku pojazdu, podałam mu adres mojego domu.
- Przepraszam za moje zachowanie, nie powinnam była tak reagować. - odezwałam się nagle.
- Nic się nie stało. Jeżeli mogę wiedzieć to jak masz na imię? - ten człowiek co raz bardziej mnie zadziwia, mówi, że nic się nie stało, kiedy ja byłam dla niego taka okropna.
- Laura, a ty? - posłałam mu lekki uśmiech.
- Ross. Wiesz nie chcę być wścibski, ale co ci się stało w szpitalu? - zapytał zaciekawiony.
To pytanie wywołało kolejne łzy. Dziwię się sama sobie, że jeszcze jestem do tego zdolna, wypłakałam ich tak dużo. Chłopak widząc moją reakcję, zatrzymał samochód.
- Przepraszam nie powinienem się pytać, to nie moja sprawa. - powiedział patrząc w moje oczy.
Ross niepewnie przytulił mnie, a ja jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
* dwa tygodnie później *
- Wychodzę już! - krzyknęłam w głąb domu.
Moja siostra i jej rodzina postanowiła zostać u mnie na dłużej, z czego niezmiernie  się ucieszyłam.Ruszyłam w stronę parku,  gdzie miałam spotkać się z Rossem. Tego samego dnia, gdy podwiózł mnie do domu, wymieniliśmy się numerami. Codziennie ze sobą pisaliśmy, spotkaliśmy się kilka razy i okazało się, że mamy wiele wspólnych zainteresowań. Chłopak bardzo mi pomógł swoją obecnością, kiedy ja byłam załamana, dzięki niemu czuję się o wiele lepiej. W ciągu tak krótkiego czasy nauczyłam się żyć na nowo, co nie oznacza, że zapomniałam o swojej mamie.Czasami zamykam się w pokoju i zaczynam płakać z tęsknoty za nią.Pogrzeb mojej rodzicielki odbył się kilka dni po jej śmierci. Na uroczystości towarzyszył mi mój nowy przyjaciel. Mój tata nadal jest załamany,  ale stara się być pogodny, przynajmniej,  kiedy jestem w pobliżu. Wydawać by się mogło,  że nie mam już problemów,  ale jeden męczy mnie od niedawna. Zakochałam się w Rossie, niestety jesteśmy tylko przyjaciółmi. Sama nie wie, kiedy to się stało.
- Laura! - z rozmyśleń wyrwał mnie głos blondyna.
Właśnie w tej chwili spostrzegłam, że przeszłam obok niego.
- Przepraszam, trochę się zamyśliłam. - wytłumaczyłam się.
Nie skomentował tego, tylko podszedł do mnie i wspólnie zaczęliśmy spacerować alejkami parku. Nagle przypomniałam sobie pytanie, które chciałam mu zadać od dawna, ale za każdym razem zapominałam.
- Tak właściwie to co robiłeś w firmie? Nigdy wcześniej cię tam nie widziałam.
Ross wydawał się podenerwowany tym pytaniem.
- Ja... Wiesz... No... - próbował "skleić" jakieś zdanie.
- Ja nie gryzę. Możesz mi powiedzieć wszystko - zachęciłam go, posyłając mu lekki uśmiech.
- Powiem ci, ale proszę obiecaj, że nie zdenerwujesz się na mnie, dobrze?
- Obiecuję - odpowiedzialna krótko.
- Jestem właścicielem tej firmy. Nie chciałem ci wcześniej tego mówić, bo nie wiedziałem jak zareagujesz. Ja naprawdę cię przepraszam. Powinienem ci to powiedzieć o wiele wcześniej - powiedział ze skrucha.
Nie będę ukrywała. Czułam się urażona, ale wiedziałam też, że ma rację. Mogłam być jakąś głupią dziewczyną, która przyjaźni się z nim tylko dla pieniędzy. Widziałam smutek wypisany na jego twarzy, on naprawdę tego żałował. W jego oczach widziałam również iskierki nadziei.
- Nic się nie stało, nie gniewam się -  powiedziałam po chwili zastanowienia.
Chłopak odetchnął z ulgą na moje słowa. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Była to Vanessa.
- Lau... Ja, Josh i Lily poszliśmy do sklepu, ale tata został sam w domu... Kiedy wróciliśmy on... On leżał nieruchomo w kuchni... Na stole leżało puste opakowanie po jakiś tabletkach. Sprawdziłam mu tętno i... Laura, on nie żyje! - mówiła roztrzęsionym głosem i słyszałam jak pociągała nosem.
Telefon wypadł mi z ręki, a z oczu zaczął płynąć potok łez. Ross mimo tego, że nie wiedział co się dzieje, podszedł do mnie i przytulił.
- Co się stało? - zapytał cicho po kilku minutach.
Nadal byłam w szoku i nie dowierzałam w to co się stało.
- Mój tata... On... On nie żyje - odpowiedziałam prawie niesłyszalnym głosem.
- Wszystko bę... - zaczął mówić, ale mu przerwałam.
- Nie Ross, nic nie będzie dobrze. Moje życie nie mogło być gorsze, cały czas ktoś z moich bliskich odchodzi. Ja mam tego dosyć - szybko wyplątałam się z jego uścisku.
- Lau, musisz się uspo... - po raz kolejny nie pozwoliłam, aby mówił dalej.
- Nie będę spokojna! Nie rozumiem ciebie Ross. Cały czas tylko płaczę i ci się wyżalam! Dlaczego się ze mną zadajesz, jestem tylko zwykłą dziewczyną, która nagle pojawiła się w twoim życiu! Ty mi cały czas pomagasz, a ja co?! Nic nie robię dla ciebie! Zawsze, kiedy cię potrzebuję, ty jesteś! - powiedziałam co myślałam.
Chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem i sam zaczął mówić:
- Co ty mówisz? Laura, jesteś wspaniałą osobą i nawet nie masz pojęcia ile wniosłaś do mojego życia. Poznałem wiele ludzi, ale nikt nie był tak wyjątkowy jak ty. Nie wmawiaj sobie, że jesteś zwykła, kiedy tak nie jest!
- Nie mów tak! Jestem całkowitym przeciwieństwem osoby, którą opisałeś! Naprawdę nie wiem, dlaczego się o mnie troszczysz! - krzyknęłam zdenerwowana.
- Troszczę się, bo cię kocham! Każda chwila spędzona z tobą uszczęśliwia mnie, a twój uśmiech sprawia, że sam się uśmiecham! Nikt nigdy nie miał na mnie takiego wpływu jak ty! Moje życie zmieniło się diametralnie z dniem, kiedy się poznaliśmy. Każdy z mojego otoczenia może potwierdzić, że się zmieniłem. Zakochałem się w tobie, ale nie chciałem ci o tym mówić, bo dobrze wiedziałem,  że widzisz mnie jako przyjaciela i tylko przyjaciela, ale teraz wszystko mi jedno. Zrozum to, kocham cię! - wykrzyczał swoje wyznanie.
Stałam jak słup soli. Moje oczy zapewne wyglądały teraz jak pięciozłotówki. Ludzie przechodzący obok,  patrzyli na nas jak na wariatów, którzy krzyczą na siebie w miejscu publicznym, a inni nasze wypowiedzi dotyczące uczuć, uważali za słodkie i cicho mówili: "Aww... ". Takiego wyznania się nie spodziewałam. W oczach widziałam szczerość i miłość, czego przed tem nie zauważyłam, a przynajmniej tego drugiego uczucia. On musi sobie żartować albo to jest sen, z którego nie chciałabym się budzić. Właśnie takie myśli przewijały się przez moją głowę. Nie wiedziałam co powiedzieć. Z jednej strony, po raz kolejny przeżywam stratę bliskiej osoby, a z drugiej, chłopak,  w którym się podkochuję, wyznaje mi miłość.
- Powiesz coś? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Ja... Ross... - próbowałam się wypowiedzieć.
- Wiedziałem. Wiedziałem, że tak będzie - powiedział jakby do siebie.
Brzmiał tak smutno, że  chciałam go przytulić,  ale nadal stałam jak sparaliżowana.  Blondyn nie widząc żadnej reakcji z mojej strony, zaczął kierować się w stronę wyjścia z parku. Dopiero to wyrwało mnie z rozmyśleń, na temat mojego nieszczęścia, a za razem szczęścia. Chłopak zdążył się już oddalić ode mnie,więc zaczęłam biec za nim.
- Ross, ja przepr... - zrównałam się z nim i zaczęłam mówić.
- Nie musisz mnie przepraszać. To nie twoja wina, że nie odwzajemniasz moich uczuć - powiedział i przyśpieszył tępo swojego chodu.
Po raz kolejny podbiegłam do niego.
- Ale ja...
- Laura, daj sobie spokój, nic się  nie stało - wiedziałam, że kłamał.
Jego smutek był wypisany na twarzy. On naprawdę cierpiał.
- Przestaniesz mi przerywać i dasz mi się w końcu wypowiedzieć?! - krzyknęłam zdenerwowana jego zachowaniem, na co on się zatrzymał i obrócił w moją stronę, a ja zaczęłam mówić, patrząc w jego oczy - Nigdy nie powiedziałam nic na temat moich uczuć wobec ciebie. Kocham cię. Ukrywałam to z tego samego powodu co ty - wytłumaczyłam.
Po wypowiedzeniu tych słów blondyn zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Mianowicie podbiegł do mnie i pocałował mnie. Myślałam, że zaraz wybuchnę ze szczęścia.  Oczywiście oddałam pocałunek. Po prostu najlepszy moment w moim życiu. Po "odklejeniu" się od siebie, chłopak zapytał mnie o najwspanialszą rzecz.
- Zostaniesz moją dziewczyną?
W odpowiedzi po raz kolejny dzisiejszego dnia, pocałowałam go.

**********************************************************************************************
Nareszcie! Palce mi chyba zaraz odpadną :/
Opowiadanie wyszło mi fatalnie i dobrze o tym wiem, ale nauczyciele ostatnio uwzięli się na mnie i zadają dużo, a do tego sprawdziany i kartkówki. Jeżeli ten post pojawi się na blogu to będzie cud, bo co pięć minut wyłączają mi prąd :(
Postaram się poprawić całą wersję tego opowiadania na lepsze, ale nie wiem kiedy to się stanie. Mam nadzieję, że nikt się nie załamał tak bardzo czytając te bzdury.
Czas tego TB był do dzisiaj, więc się wyrobiłam :)
Do napisania!



czwartek, 10 grudnia 2015

PROLOG

WYJAŚNIENIA POD SPODEM

Prolog

Dwójka przyjaciół, która poznała się na planie serialu. Nierozłączni przez cztery lata. On wyjechał w trasę koncertową ze swoim rodzinnym zespołem, towarzyszyła mu jego dziewczyna, poznana na nie długo przed zakończeniem prac nad serialem. Ona została w swoim rodzinnym mieście - Los Angeles. Przyjęła propozycję roli w filmie, w którym miała zagrać ze swoją starszą siostrą. Całe dnie przesiadywała w studiu nagraniowym, żeby skończyć swój debiutancki album. Oboje zapracowani, ale kiedy nadażała się okazja na rozmowę, chociażby przez sms-y, korzystali z niej. Jego dziewczyna czasami była zazdrosna o ich relację, ale nie mogła narzekać, chłopak starał się jak mógł. Wszystko dla niej robił, razem byli szczęśliwi. Ona poznała swoją drugą połówkę już w szkole, chodzili do tej samej klasy, podkochiwał się w niej od dawna, ale bał się odrzucenia, cały czas myślał, że ona kocha swojego przyjaciela, co nie było prawdą. Znalazło by się wiele osób, które chciało, żeby przyjaciele byli razem, ale nigdy ich marzenia się nie spełniły. Co prawda on chciał spróbować się z nią umówić na randkę, ale dowiedział się, że ma chłopaka. Przez jakiś czas był tym zasmucony, ale później jego siostra, przyprowadziła do domu swoją przyjaciółkę, która z czasem stała się jego drugą połówką. Ross i Laura, znani również jako Raura, bo o nich tutaj mowa, osobiście nie widzieli się dawno, ale postanowili to zmienić. On po prawie roku zakończył trasę i wrócił do Stanów Zjednoczonych. Niby mógł odpocząć, ale niedługo miał zacząć pracować nad kolejnym filmem. Mimo tego, że mieli dużo pracy, odnowili swoje kontakty, bo nie chcieli zaprzepaścić takiej pięknej przyjaźni.

**********************************************************************************************

Cześć! (O ile ktoś to czyta )
Postanowiłam napisać nowy prolog, ta historia będzie trochę inna od poprzedniej. Nie zamierzam usuwać tamtych rozdziałów, ale tamto opowiadanie nie będzie kontynuowane. Wiem, że mona poprzednia praca nie należała do najlepszych, ale tą postaram się poprowadzić inaczej :)
Niedługo powinno się pojawić TB, które już prawie skończyłam, nie uważam go za dobre, zmieniłabym wiele rzeczy, ale teraz nie mam na to czasu - szkoła. Praca wyszła dosyć długa, dlatego jeszcze się nie pojawiła :/
Codziennie staram się coś pisać, ale mam dużo obowiązków.
To chyba wszystko co chciałam napisać. Jeszcze raz przepraszam za zamieszanie i błędy, które mogły się pojawić w prologu, ale piszę na telefonie, co nie jest dobrym rozwiązaniem.
Do napisania

R5 Forever


poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 6

* oczami Laury *
Bez pukania weszłam do domu Lynchów. Okradliby ich, a oni by tego nie zauważyli. Razem z siostrą udałam się w stronę największego hałasu, czyli salonu. Zastałyśmy tam rodzeństwo Lynch i Ellingtona, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Rocky i Ell siedzieli na kanapie, a reszta stała przed nimi z zaniepokojoną miną. Chyba są w trakcie przesłuchania. Nie zauważyli nas, więc odchrząknęłam. Tym sposobem zwróciłam na nas uwagę.
- Cześć, muszę pogadać z Ryd i Rossem. Możemy iść do innego pokoju? Oczywiście Van będzie nam towarzyszyć. - uśmiech, który miała przed chwilą na twarzy znikł, a zastąpił go grymas.
- Tak właściwie to co wy robicie? - zapytała Vanessa.
- To wszystko przez nich - i wskazała na brunetów, siedzących na kanapie - weszliśmy do domu i było strasznie cicho. Za cicho. Spodziewaliśmy się hałasu i bałaganu,a oni najzwyczajniej w świecie siedzą przed telewizorem, jedzą jakieś żelki i oglądają serial. Nie uważacie, że to podejrzane? - wyjaśniła Delly.
- Rzeczywiście, to naprawdę bardzo dziwne, ale wracając do tematu, możemy porozmawiać? - zapytałam zniecierpliwiona.
Ross i jego siostra pokiwali głowami i ruszyliśmy w stronę pokoju Rydel.
- Wejdźcie do środka, a my zaraz do was przyjdziemy. - powiedziałam do siostry i blondynki.
Ja z blondynem weszliśmy do jego pokoju, aby przedyskutować zachowanie naszych sióstr.
- Ross one nie mogą robić nam zdjęć w sytuacjach takich jak ostania. Nasi fani pomyślą sobie, że jesteśmy parą i gdziekolwiek się ruszymy będą nas śledzić fotoreporterzy.
- Zgadzam się z tobą, musimy z nimi poważnie porozmawiać i przy okazji powiedzieć, żeby skasowały zdjęcia, które zrobiły nam rano. - odpowiedział.
Zaczęliśmy iść w stronę drzwi, ale przerwał nam dźwięk przychodzącej wiadomości. Przyszła ona do blondyna.
- Gdy byliśmy na spotkaniu u Kevina, szybko wybiegliśmy na zewnątrz. Dlatego nie zdążył nam przekazać, że podczas pierwszego pocałunku Auslly kamera będzie ustawiona pod odpowiednim kątem, dzięki czemu tak naprawdę nie dojdzie między nami do pocałunku. Niestety będzie więcej takich scen, dlatego przy kolejnych nie będziemy udawać. - wyjaśnił treść wiadomości.
Wyszliśmy z pokoju i ruszyłyśmy do pomieszczenia w którym przebywały dziewczyny. Rozmawiały o czymś, ale kiedy tylko nas zobaczyły, zamilkły.
- Chcemy z wami porozmawiać o waszym porannym zachowaniu. - zaczęłam i tak przez następne pół godziny na przemian z Rossem "produkowaliśmy" się na temat potrzeby zmiany ich zachowania. One tylko siedziały przed nami i kiwały głowami.
- To chyba wszystko. - posumował Ross.
Wszyscy zeszliśmy do salonu, gdzie zastaliśmy pozostałych, którzy oglądali jakiś film.
- Może chcecie u nas przenocować jeszcze jedną noc? - zapytała Rydel.
- Chciałybyśmy, ale powinnyśmy wracać do domu. - odpowiedziała moja siostra.
Nie było jeszcze późno, więc postanowiłyśmy wybrać się na spacer po parku. Szłyśmy powoli i podziwiałyśmy naturę. Zapatrzyłam się na małe dzieci, bawiące się na placu zabaw, przez co nie patrzyłam przed siebie.Chwilę później upadłam na ziemię.
- Przepraszam, zapatrzyłem się i cię nie zauważyłem. - powiedział chłopak, był on brunetem o brązowych oczach, a pod ramieniem trzymał deskorolkę.
- Nic się ni... - nie dokończyłam, bo dopiero teraz zauważyłam kim był ten chłopak.
- Cześć Andrew! - przywitałam się.
- O, hej! Dopiero teraz cię poznałem. - odpowiedział z uśmiechem na ustach.
 Już chciałam się spytać Andrewa co tu robi, ale przerwało mi chrząknięcie ze strony mojej siostry.
- Lau, nie mówiłaś, że znasz Anderwa. To o nim ci wczoraj opowiadaliśmy. - powiedziała.
- Cześć Van! Co tu robicie?- zapytał.
- Wracamy do domu od Lynchów. A ty? Myślałam, że na wakacje miałeś wyjechać do babci. - odpowiedziałam.
- Tak, ale jednak zdecydowałem się zostać. Babcia ma w planach przyjazd do nas. Wtedy mogłabyś ją poznać. Na pewno by cię polubiła. - wyjaśnił.
- Daj znać kiedy przybędzie, a na pewno ją poznam. - uśmiechnęłam się.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i każdy z nas udał się w stronę do której zmierzał, przed zderzeniem.
- To... Skąd  znasz tego chłopaka? - zapytała zaciekawiona.
- Chodzimy razem do klasy. Myślałam, że już ci o nim mówiłam.
- Nie mówiłaś, a na nasze opowieści o nim denerwowałaś się.
- Bo nie wiedziałam, że mieliście na myśli jego. Znam go dosyć długo i mogę spokojnie stwierdzić, że jest dobrym przyjacielem. - odpowiedziałam.
* oczami Vanessy *
Kiedy tylko dotarłyśmy do domu, szybko pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Rydel. Blondynka odebrała po około trzech sygnałach.
J - ja    R- Rydel
J: Nie zgadniesz kogo spotkałyśmy w parku! - powiedziałam na samym wstępie.
R: Cześć Van, miło cię słyszeć, u mnie nic ciekawego, cieszę się, że pytasz. - odpowiedziała sarkastycznie.
J: Przepraszam, ale to na prawdę bardzo ważne. Wczoraj razem z rodzicami byliśmy u ich znajomych i poznałam ich syna. Ma na imię Andrew, jest całkiem ładny. Dzisiaj spotkałyśmy go w parku i wiesz co? Okazało się, że Lau chodzi z nim do klasy. - szybko wytłumaczyłam.
 R: No i co w tym takiego strasznego? Bo brzmisz jakbyś się czegoś bała. - odpowiedziała.
J: Ty naprawdę tego nie rozumiesz? Wiesz co może się stać? Laurze może się spodobać Andrew, zresztą z wzajemnością, a wtedy zostaną parą i nie będzie Raury.
Blondynka przez jakiś czas milczała.
R: Masz rację. Nie możemy do tego dopuścić! Ja nadal liczę, że podczas ich pocałunku coś się między nimi zmieni i spojrzą na siebie inaczej.
Podczas rozmowy uzgodniłyśmy, że kiedy nadejdzie dzień kręcenia sceny to my również pójdziemy na plan serialu. W końcu musimy wszystko wiedzieć.


**********************************************************************************************
Cześć! Wróciłam po zdecydowanie najdłuższej przerwie :)
Niestety rozdziały będą pojawiały się rzadziej, bo mam szkołę i nie ma tygodnia bez sprawdzianu czy kartkówki :(
Za błędy przepraszam, ale szybko to pisałam, więc mogłam coś przeoczyć :/
Do napisania
 
                              R5 Forever

środa, 4 listopada 2015

Rozdział 5

* oczami Rossa *
- Aww... jacy oni uroczy. Zdecydowanie w przyszłości będą razem. - to słowa, które mnie obudziły, z bardzo miłego snu. Otworzyłem oczy, ale je zamknąłem ponieważ światło słoneczne wpadające przez okno pokoju poraziło mnie w oczy. Kiedy w końcu moje oczy przyzwyczaiły się do światła i mogłem dokładnie widzieć obraz znajdujący się przede mną, a dokładniej Rydel w Vanessę ze swoimi telefonami. Zapewne robiły mi zdjęcia. Normalnie nie przejąłbym się tym, ale w tej chwili przypomniałem sobie, że obok mnie śpi Lau. Momentalnie moje oczy rozszerzyły się i oprzytomniałem całkowicie. Jeżeli wrzucą nasze wspólne zdjęcia do internetu to rozpocznie się nie małe zamieszanie. Poderwałem się ns równe nogi, niestety zapomniałem o brunetce,  która momentalnie się obudziła. Popatrzyła na nas wszystkich z pytającym wzrokiem, ale żadne z nas nie chciało się wypowiadać jako pierwsze.
- Przepraszam, że cię obudziłem, ale musiałem się spytać Rydel o bardzo ważną sprawę ,która nie mogła czekać. Niestety narobiłem więcej hałasu niż zamierzałem. - zacząłem się tłumaczyć,  a dziewczyny stały obok mnie i uśmiechały się niewinnie.
- Nic się nie stało. - odpowiedziała sennym głosem.
No... to ja już będę szedł sobie. Do zobaczenia przy śniadaniu! - szybko powiedziałem i szybko niczym błyskawica wybiegłem z pokoju.
* oczami Laury *
Okej, to było dziwne, jednak postanowiłam nie przejmować zachowaniem chłopaka. Niestety nie mam w co się ubrać,  ponieważ nie zostałam dostatecznie wcześnie poinformowana o nocowaniu.
- Delly pożyczysz mi ciuchy? - spytałam.
- Jasne. - odpowiedziała, nadal uśmiechnięta.
Blondynka bardzo często się uśmiecha,  ale zawsze ma do tego powód, a teraz uśmiecha się sama do siebie. Tak, ten dzień zaczął się zdecydowanie dziwnie. Rydel dała mi taki zestaw:
Z nim udałam się do łazienki, gdzie się przebrałam. Kiedy weszłam do pokoju, nikogo tam nie zastałam. Pewnie wszyscy są na śniadaniu. Z tą myślą udałam się do kuchni. Zastałam tam Stormie i Marka, jedzących śniadanie przy wyspie kuchennej.
- Dzień dobry! - przywitałam się.
Odpowiedzieli mi tym samym i powiadomili, że reszta znajduje się w jadalni. Swoje kroki skierowałam, więc do wcześniej wymienionego pomieszczenia. Znajdowało się tam osiem osób. Nawet nie wiem kiedy przyszedł Ellington. Przy tak małej grupce ludzi jest strasznie głośno, ciekawe jak jest u nich na święta pewnie pięć razy głośniej. Przywitałam się i usiadłam do stołu. Po mojej prawej stronie siedziała moja siostra, a po lewej Rydel. Natomiast na przeciwko mnie ponownie siedział Ross, ale tym razem nie unikaliśmy swojego wzroku, wręcz przeciwnie. Zaczęłam jeść śniadanie przygotowane przez Stormie, które składało się z naleśników, polanych syropem klonowym. Posiłek popiłam ciepłą herbatą z cytryną. Po śniadaniu Rocky oraz Ratliff poszli do kuchni, aby przygotować swój deser, który miał się składać głównie z żelków.
- Może ja i Van wrócimy do domu, a za godzinę spotkamy się na plaży, co wy na to? - zaproponowałam.
- Ok, to spotykamy się na plaży czy przy wejściu? - zapytał Riker.
- Proponuję drugą opcję, bo na plaży będzie ciężko się odnaleźć - odpowiedziałam Vanessa.
Wszyscy uznali to za dobry pomysł, tak więc ja i moja siostra właśnie jedziemy do naszego domu po stroje kąpielowe.
* godzinę później *   * przy wejściu na plażę *
Dotarłyśmy wcześniej, więc teraz czekamy na Lynchów. Ja mam na sobie to:
A Vanessa to:
Zobaczyłam, że Lynchowie zmierzają w naszym kierunku, dlatego poinformowałam o tym moją siostrę. Co dziwne z Lynchami nie było Rockiego i Ella. Z daleka zauważyłam, że Rydel jest ubrana w coś takiego:

- Hej, nie przekazaliście chłopakom, że idziemy na plażę? - zapytałam.
- Jasne, że powiedzieliśmy, ale oni stwierdzili, że wolą pracować nad najnowszym smakiem żelków, który ma być połączeniem ich ulubionych smaków. Znając życie, kuchnia będzie wyglądała jak po drugiej wojnie światowej. Nie chciałabym być w ich skórze, kiedy zobaczy to mama. - odpowiedziała mi Delly.
Udaliśmy się w głąb plaży, aby znaleźć miejsce do rozłożenia się. Udało się to w miarę szybko, co jest dziwne zważając na to jaką mamy teraz porę roku. Ja razem z dziewczynami położyłyśmy się na ręcznikach, a chłopaki poszli grać w siatkówkę.
* oczami Ellingtona *
Razem z Rockym jesteśmy obecnie w sklepie, a dokładniej w dziale ze słodyczami. Wzięliśmy ze sobą koszyk. Doszliśmy do miejsca znajdowały się żelki i zaczęliśmy wybierać nasze ulubione smaki. Wzięliśmy około 25 paczek z którymi udaliśmy się do kasy, ponieważ były to jedyne rzeczy jakie kupowaliśmy, to kasjerka spojrzała na nas dziwnie. W końcu zaczęła skanować ceny z opakowań i koszt nie był tak duży jak się spodziewałem. Ze wszystkim ruszyliśmy do domu. Na szczęście w domu nikogo nie było, więc mogliśmy spokojnie wykonywać nasze doświadczenie. Z szuflady kuchennej wyjąłem 5 opakowań żelatyny. Jest to dużo, ale i tak nie wszystko zużyjemy. Z szafki wyjąłem duży garnek, do którego nalałem trochę wody na dno i cały pojemnik postawiłem na płycie gazowej. Rocky w tym czasie otworzył wszystkie paczki żelek. Wsypaliśmy wszystkie żelki do garnka i łyżką zacząłem je mieszać. Kiedy się rozpuściły, dodałem 2 opakowania żelatyny. Nie znam się za bardzo na gotowaniu, ale kocham jeść i próbować rzeczy, których jeszcze nie jadłem. Kiedy konsystencja mikstury stawała się coraz gęstsza, poprosiłem mojego przyjaciela, aby wyjął jakieś foremki. Niestety nie posiadamy takich przystosowanych do żelek, ale Rocky znalazł nadające się. Wywar rozlałem do sporej ilości pojemniczków, które wcześniej ustawiłem na tacce. Gotowy produkt schowałem do lodówki.
- Poszło nam lepiej, niż sądziłem. Patrz, nawet tam nie nabrudziliśmy. - odezwałem się.
- Masz rację, już nie mogę się doczekać, aż spróbujemy naszego wyrobu. - odpowiedział.
Nasze żelki szybko nie będą gotowe, dlatego postanowiliśmy pograć w gry.
* oczami Rossa *
Obecnie jestem w wodzie, razem z moimi braćmi i jak to my, wygłupiamy się. Zauważyłem, że dziewczyny nadal leżą na ręcznikach, dlatego postanowiłem do nich podejść i namówić na wejście do wody. Poszło mi łatwiej, niż przewidywałem. Dziewczyny prawie od razu się zgodziły. Cieszę się, że nie są należą do typu " nie pójdę do morza, bo może mi się złamać paznokieć " inaczej bym z nimi nie wytrzymał. Wspólnie bawiliśmy się na plaży, aż do zachodu słońca. Siostry Marano musiały się już zbierać, bo rodzice się o nie martwili. My również postanowiliśmy wracać do domu.
* oczami Laury *
Szłyśmy chodnikiem w stronę domu, kiedy odezwała się Vanessa.
- Jak ci się dzisiaj spało? 
- Chyba nigdy tak dobrze nie spałam. Było mi ciepło i miękko, powinnam kupić nowy materac. - odparłam po chwili zastanowienia.
Moja siostra zaśmiała się na moją odpowiedź, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem, na co jeszcze bardziej się rozweseliła. 
- Ty się na pewno dobrze czujesz? - zapytałam.
- Ja? Świetnie, nigdy w życiu nie czułam się lepiej. Nie wiesz co dokładnie stało się rano, prawda?
- No przecież Ross mi wszystko wyjaśnił, nawet przy tym byłaś. - odpowiedziałam zmęczona jej durnymi pytaniami.
- Powiem ci coś bardzo ważnego. Wczoraj spałaś obok Rossa. - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Vanessa twoje żarty stają się coraz gorsze, wiesz.
- Ale ja nie żartuję. - odpowiedziała bardzo poważnie, a mówi tak tylko wtedy, kiedy mówi prawdę, a ja nie chcę jej wierzyć.
Zapewne moje oczy wyglądały teraz jak pięciozłotówki. Przecież Ross by mi o tym powiedział, nigdy siebie nie okłamywaliśmy.
- To niemożliwe... - zaczęłam, ale Van mi przerwała.
- Mam dowód. - mówiąc to, wyjęła swój telefon.
Kilka sekund później przed moją twarzą pojawiło się wcześniej wspomniane urządzenie mobilne, a na jego ekranie ujrzałam zdjęcie na, którym znajdowałam się ja i mój najlepszy przyjaciel. Moja siostra miała rację, spałam obok blondyna. 
- Vanessa, natychmiast skasuj to zdjęcie! Wiesz co się może stać, jeżeli odnajdzie to prasa?! - już nie myślałam o tym, że Ross mnie okłamał, byłam zbyt przejęta fotografią. 
Gdyby media zobaczyły te zdjęcia, zaczęłyby się pytania czy jesteśmy razem i nie mielibyśmy spokoju.
- Ktoś jeszcze widział te zdjęcia? - zapytałam zaniepokojona.
- Rydel ma ich kilka na swoim telefonie. - odpowiedziała spokojnie.
- Musimy znowu iść do Lynchów i to w trybie natychmiastowym! Zadzwoń do rodziców i powiedz, że wrócimy później, żeby się o nas nie martwili. - zaczęłam wszystko planować.
Moja siostra skończyła rozmawiać z rodzicami, a ja w tym czasie zdążyłam zamówić taksówkę. Kierowcy podałam adres i ruszyliśmy w stronę domu Lynchów.